24 godziny

24 godziny

Zdarzają się dni, kiedy od rana do wieczora jestem zajęta. Biegam od punktu A do punktu B, a potem jeszcze do C, D i E, byle tylko ze wszystkim zdążyć. Zdarzają się tygodnie, kiedy po prostu nie mam na nic czasu. Zero. Tyle jest rzeczy do zrobienia. Zdarzają się miesiące bez chwili wytchnienia. Przecież doba ma zaledwie 24 godziny, a obowiązków jest więcej, niż potrafisz objąć swoją wyobraźnią. Znasz to, prawda?

24 godziny

Budzik dzwoni o nieludzko wczesnej porze, gdy za oknem widać jedynie żółtawe światło ulicznych latarni. Nie rozumie, że ten związek z łóżkiem to jest na serio i nie powinien się wtrącać. Z nieukrywaną niechęcią zwlekasz się spod ciepłej kołdry, by stawić czoła dzisiejszym zadaniom i nowym wyzwaniom. Śniadanie jesz w biegu, jeśli w ogóle znajdziesz moment na jego przygotowanie. Kto by się nim przejmował, gdy czeka skrzynka pełna absolutnie-pilnych-maili?

Wsiadasz do zatłoczonego autobusu, który znów się spóźnił lub mierzysz się z korkami na drogach w swoim samochodzie. Przypominasz sobie, że jeszcze coś miałeś przy okazji zrobić, ale przecież nie ma kiedy…

Docierasz na miejsce docelowe zaledwie kilka minut przed czasem, ale hej, należą Ci się gratulacje. W końcu to nie spóźnienie, z których częstotliwości śmieją się pod nosem znajomi. Gdyby tylko wiedzieli jak mało masz czasu.

Po kilku godzinach spędzonych w szkole, na uczelni lub w pracy wracasz do domu i dosłownie padasz ze zmęczenia. Burczenie w brzuchu zmusza do podniesienia się z sofy, więc w kuchni przygotowujesz na szybko jakiś obiad, który jesz jednocześnie scrollując facebooka. Masz do nadrobienia całe mnóstwo aktualności, a zanim się obejrzysz, za oknem znów robi się ciemno.

Trochę się uczysz, a trochę piszesz z tą zabawną dziewczyną poznaną w weekend. Przeglądasz jej profil na instagramie i w sumie nawet zaprosiłbyś ją na kawę, gdyby nie to, że nie masz kiedy. Ona szybko kończy rozmowę, bo jedzie na koncert zespołu, którego nazwa nic Ci nie mówi.

Trzy filmiki na youtubie i dwa wpisy znanego blogera później odrywasz wzrok z ekranu. Fascynuje Cię ich życie oraz to, jak potrafią realizować w nim swoje pasje.

Kiedy już skończysz wszystkie naglące obowiązki, pogadasz pewnie z przyjacielem i rzucisz okiem na książkę pożyczoną od siostry, której raczej nie przeczytasz przed końcem miesiąca. Wyjdziesz na krótki spacer z psem. Obejrzysz snapy z koncertu otrzymane od tej świetnej dziewczyny, która zdaje się ciągle robić coś super.

Po gorącym prysznicu i (tym razem tylko jednym) odcinku ulubionego serialu idziesz spać. Przecież jutro budzik znów zadzwoni o nieludzko wczesnej porze…

Dzień za dniem przelatuje Ci przez palce. „Byle do piątku”, „Byle do świąt”, „Byle do wakacji”. Czekasz na ten upragniony moment w roku, kiedy w końcu będziesz mógł robić te wszystkie fajne rzeczy, o których czytasz w internecie, a których nie masz kiedy próbować.

24 godziny to za mało

Doba jest stanowczo za krótka.

„24 godziny to za mało, by realizować swoją pasję bez zaniedbywania obowiązków.”

A co jeśli powiedziałabym Ci, że to nie prawda? Że to tylko tania wymówka powtarzana przez wszystkich? Może jednak ogarnięcie wszystkiego w 24 godziny jest wykonalne?

1 doba = 24 godziny = 1440 minut = 86 400 sekund

Zastanów się, ile z tych bezcennych 86 400 sekund poświęcasz na przeglądanie portali społecznościowych.  Ile minut spędzasz wpatrując się w ekran telewizora. Ile godzin zajmują Ci czynności, których wcale nie lubisz.

Pomyśl, jak wiele rzeczy, które robisz, faktycznie *chcesz* robić.

24 godziny to więcej, niż nam się wydaje.

24 godziny to wystarczająco, by połączyć spełnianie marzeń, realizacje pasji z codziennymi obowiązkami.

 W takim razie jak wydłużyć swój dzień?

Na początek zwracaj większą uwagę „małe czynności” wykonywane pomiędzy „dużymi zadaniami”. Na przykład – jak spędzasz wolną godzinę między zajęciami a wyjściem na siłownię? Czytasz książkę, gotujesz, rozmawiasz przez telefon z przyjaciele, a może bezmyślnie przewijasz aktualności w poszukiwaniu zajęcia? Co sprawia, że po powrocie do domu, zanim zdążysz cokolwiek zrobić, jest wieczór?

Gdy już dostrzeżesz zapychacze czasu w swojej codzienności, postaraj się je wyeliminować albo ograniczyć. Jeśli problemem jest bezsensowne siedzenie przed telewizorem przed zabraniem się za obowiązki, rozważ zmianę tego nawyku na czytanie o tym, co Cię naprawdę interesuje. Gwarantuję, że przyniesie to o wiele więcej wartości.

Koniec z jednym, dwoma, trzema bezsensownymi zajęciami? Ok, teraz czas na optymalizację działania. Wiele zajęć może trwać zdecydowanie krócej, jeśli nie będziesz ich notorycznie przerywać pociągłymi spojrzeniami w kierunku telefonu, który kusi dostarczeniem nowej porcji zabawnych memów, zdjęć kotów i postów znajomych na temat, który Cię nawet nie obchodzi. Zastanów się, co możesz robić szybciej (ogarnianie się rano przed wyjściem z domu), a na co nie masz najmniejszego wpływu (ilość godzin spędzana w pracy).

Ostatnim krokiem jest dobre zaplanowanie dnia, by wcześniej stworzony czas wykorzystać na realizację czegoś wielkiego. Proste? Pewnie, że tak, szczególnie po nabraniu wprawy.

Jestem przekonana, że sobie z tym poradzisz.