5 rzeczy, które musisz przestać robić, by osiągnąć spokój

5 rzeczy, które musisz przestać robić, by osiągnąć spokój

Bez względu na to, czy właśnie jest leniwy lipiec z książką w jednej ręce i mrożoną kawą w drugiej, czy może raczej zabiegany listopad z długimi listami to-do i gorącą herbatą na biurku, lubię w życiu mieć spokój. Taki głęboki, wewnętrzny spokój. Przekonanie, że w gruncie rzeczy jest ok, a choćby wszystkie deadline’y były na wczoraj, czas niezbędnych rzeczy do zrobienia po zsumowaniu wynosił jakoś 30 godzin, kawy było ciągle za mało – to jest całkiem ok. Mam moją bazę, którą jest spokój.

Brzmi zachęcająco? Dobra wiadomość jest taka, że też możesz cieszyć się większym spokojem w swojej codzienności. To jest jak najbardziej osiągalne. Natomiast zła wiadomość – musisz przestać robić 5 rzeczy, a to wymaga trochę Twojego wysiłku i pracy nad swoimi zachowaniami.

5 rzeczy, które musisz przestać robić, aby osiągnąć spokój

Próba zadowolenia wszystkich

Każdy ma swoje zdanie i to jest super. Gorzej, gdy staramy się spełnić te wszystkie oczekiwania, dopasować się do opinii i wizji, wprowadzić w życie każdą otrzymaną radę i sugestię. Jednocześnie odwiedzać siłownię dwa razy częściej, bo tak podpowiadał trener ORAZ czytać książkę tygodniowo, bo tak sugeruje Twój mądry nauczyciel ORAZ wywrócić swój sposób odżywiania do góry nogami i w końcu wypracować zdrowe nawyki, bo tak kazał lekarz ORAZ przestać chodzić tak często na siłownię, bo dziewczyna narzeka na zbyt rzadkie spotkania ORAZ odłożyć książki na bok i oglądać więcej filmów, bo pisanie recenzji brzmi jak świetny pomysł na bloga. A, nie zapomnijmy jeszcze o propozycji przyjaciela, by rzucić to wszystko i wyjechać gdzieś w Alpy albo Pireneje, albo najprawdopodobniej Bieszczady. Uff, dużo tego. Za dużo, by odnieść  się do każdego.

Niektóre propozycje idą ze sobą w parze, inne zupełnie sobie zaprzeczają. Niektóre sugestie wychodzą prosto z dobrego serca bliskiej osoby, inne z zazdrości i zawiści dalszych znajomych. Niektóre porady realnie wpłyną na jakość życia, inne nie mają rzetelnego źródła i mogą poważnie zaszkodzić.

Bez względu na wszystko, umiej odszukać swój głos i swoją opinię pośród krzyku tłumu dookoła. To one zaprowadzą Cię najdalej i to za nie odpowiadasz. A próba zadowolenia wszystkich jest z góry skazana na niepowodzenie.

Strach przed zmianą

Przeprowadzka na drugi koniec kraju. Pierwszy rok w innej szkole. Adopcja psa ze schroniska. Nowa praca. Generalny remont domu. Wyjazd przyjaciela na stałe na drugi kontynent. Powiększenie rodziny.

Różne wydarzenia sprawiają, że musimy się dostosować i stanąć twarzą w twarz z trudną zmianą. Albo nawet i nie tak trudną, jednak wymagającą od nas zrezygnowania z pewnych elementów dnia na rzecz innych. Musimy przyjąć do wiadomości, że nasze przyzwyczajenia należą już do przeszłości i aktualnie na nic się nie przydadzą.

Tylko że zazwyczaj boimy się tego, co dopiero nastanie. Przeprowadzka za pół roku. Nowa szkoła od września. Powiększenie rodziny za 9 miesięcy. Boimy się przyszłości, chociaż teraźniejszość jest w porządku. Jeśli jednak nie mamy wpływu na to, co nas czeka za jakiś czas, lepszym pomysłem będzie czerpanie pełnymi garściami z tego, co jest tu i teraz.

Życie przeszłością

Kiedyś było tak pięknie, beztrosko, przyjemnie. Nie trzeba było przejmować się podatkami, a teraz każdy wydatek staje pod znakiem zapytania. A jak przyjemnie się podróżowało bez strachu, bez obaw. Kiedyś było tak dobrze…

Kiedyś było tak strasznie, smutno, przytłaczająco. Związek, który miał być już na zawsze, rozpadł się po kilku latach, więc oczywiście teraz każdy taki będzie. A ta nieudana próba studiowania w stolicy? Ta porażka będzie się za mną ciągnąć w nieskończoność…

Nie ważne, jak było – dobrze czy źle – to już było. Należy do przeszłości. Nijak tego nie zmienisz. Miło jest od czasu do czasu przywołać radosne wspomnienia, ale nie można stać się nieczułym na teraźniejszość. Dobrze jest wyciągać wnioski z porażek i niepowodzeń, ale nie można im pozwolić przejąć kontroli nad teraźniejszością. Bądź tu i teraz, nie gdzieś i kiedyś.

Krytykowanie się

Doskonały sposób na zrujnowanie sobie miłego dnia. Co lepsze, ma wiele wariantów.

Jeden z nich – stanie przed lustrem i przyglądanie się najmniejszym szczegółom swojego ciała. Na pierwszy rzut oka jest całkiem fajnie, ot przeciętna figura. Po kilku sekundach stwierdzasz, że brzuch mógłby być trochę bardziej płaski, dobrze by też było, gdyby mięśnie się na nim zarysowały. Nie że zaraz Chodakowska, Lewandowska czy inne fitnesski, ale takie subtelne zaznaczenie aktywnego trybu życia. Kolejne 10 sekund później stwierdzasz, że uda są stanowczo zbyt masywne, ba! masywne to mało powiedziane, one są już prawie grube. Grube! Tak właściwie to łydkom też sporo brakuje do smukłości. Po 3 minutach nie masz wątpliwości, że to granica nadwagi, na basen albo plażę wybierzesz się za około 10 kilo, a Twój partner jest z Tobą jedynie z litości.

Przenosisz wzrok na swoją twarz. Czy oczy zawsze były takie asymetryczne? Chwila, chwila, przecież jedno jest trochę większe! A brwi? Gdyby nie te okropne przebarwienia na skórze, to może by się jeszcze dało jakoś zaakceptować tamte nierówności…

Jasne, nie jesteśmy doskonali. I co z tego? Krytykowanie wzrostu nie ma sensu, bo raczej nie da się zmaleć lub bardziej urosnąć, gdy ten etap już za nami. Krytykowanie asymetrii nie ma sensu, bo wszyscy jesteśmy bardzo nierówni i krzywi, i nieregularni. Krytykowanie typu sylwetki nie ma sensu, bo jeśli Twój organizm odkłada ponadprogramowy tłuszcz do ud i bioder, to raczej nagle nie zmieni zdania i nie zacznie odkładać go gdzieś wyżej. A skoro nie ma sensu, to lepszym rozwiązaniem będzie uspokojenie rozpędzonych myśli i przyjęcie idei, że wszyscy jesteśmy pięknymi ludźmi z pięknymi zaletami, tylko trzeba wyjść poza schematy myślowe, by zacząć je dostrzegać.

Overthinking

Czy on naprawdę mnie lubi, czy raczej odpisuje tylko ze względu na uprzejmość? Pewnie to druga opcja, przecież jakby było inaczej, to sam by kiedyś do mnie napisał. To musi być przez mój charakter… Tak, to bez dwóch zdań przez moje specyficzne poczucie humoru i ciągłe pisanie, pytanie co u niego słychać, kiedy może akurat chcieć porozmawiać z innymi znajomymi.

Czy ona odmówiła spotkania dlatego, że coś ważnego jej wypadło, czy jednak to jednak moja oferta pojawiła się zbyt wcześnie? Niby nie znamy się bardzo długo, ale wydawała się mnie lubić, a teraz nie ma z nią żadnego kontaktu. A co jeśli to przez to, co się ostatnio pojawiło w rozmowie, co jeśli moja nietypowa opinia ją zniechęciła…?

Overthinking prowadzi do tego, że się nakręcamy i wpadamy w spiralę wymyślonych możliwości, alternatywnych scenariuszy i katastroficznych wyobrażeń. Oczami wyobraźni już widzimy jak się spełniają najczarniejsze scenariusze, chociaż w rzeczywistości wystarczy jedno proste pytanie. Albo chwila uważności.

***

Jeśli zdecydujesz się na te 5 kroków do przodu, w póki co nieznanym kierunku, znajdziesz mnie i mój wewnętrzny spokój. Znajdziesz trochę mniej stresu i trochę więcej opanowania w niekomfortowych sytuacjach. Znajdziesz nowe rozwiązania.

To jak, dasz się przekonać?