Dlaczego nie wykorzystałeś wakacji tak, jak planowałeś?

Dlaczego nie wykorzystałeś wakacji tak, jak planowałeś?

Nie mam pojęcia, kiedy to się stało, ale połowa sierpnia już za nami. A jeśli jeszcze nie spędzasz każdego dnia na zarabianiu na życie, najprawdopodobniej już stosunkowo niedługo wrócisz do ciągłej nauki i zaliczania egzaminów. Możliwe jest też, że z tyłu głowy pojawi się drobna, chociaż trochę irytująca myśl, że to nie do końca tak miało być.

Nie to planowałeś jeszcze w czerwcu.

Znam to aż zbyt dobrze. Wiele razy szumnie zakładałam, że to jest mój rok, to moje wakacje, teraz wywrócę wszystko do góry nogami i zacznę codziennie ćwiczyć! Kwadrans yogi tuż po przebudzeniu, szklanka wody z cytryną przed śniadaniem, a wieczorem jeszcze 10 kilometrów biegiem lub 30 na rowerze. Ale to jeszcze nic, przecież rozwój fizyczny to nie wszystko, ja przeczytam 20 książek naukowych o tym, co mnie interesuje, czyli zapewne o mózgu człowieka i psychologicznych podstawach zachowań. I jeszcze te trzy powieści, które poleciła mi przyjaciółka. Obejrzę dokument o minimalizmie, o niejasnościach w odżywianiu i jeszcze serial o designie. I jak przeżyć za jednego dolara dziennie.

Zgadnij, co było potem.

Kontakt z rzeczywistością bynajmniej nie okazywał się nagły, jednak każdorazowo przynosił ze sobą jakieś rozczarowanie. Wyrzuty sumienia, że pod koniec czerwca zabrakło mi odpowiedniej dozy dyscypliny. Rozżalenie, że od września nie będę miała tyle czasu na nadrabianie literackich zaległości. Przekonanie, że skoro nie potrafię się zmobilizować w trakcie dwóch miesięcy wolnego, to tym bardziej nie dam rady podczas dziesięciu miesięcy nauki.

Jednak wystarczy bliżej się przyjrzeć kilku powtarzalnym schematom, by zrozumieć, co poszło nie tak.

Przeceniamy to, co możemy zrobić w jeden dzień

W rozmowie dotyczącej spóźnień na spotkania usłyszałam kiedyś, że powodem jest zbyt optymistyczna estymacja czasu potrzebnego na dotarcie. Dokładnie to samo robimy w kontekście planów na wakacje czy jakikolwiek inny długi okres bez zajęć i obowiązków.

Przeceniamy swoje możliwości.

Chcemy nie tylko poprawić kondycję, ustanowić nową życiówkę na dany dystans lub największą ilość powtórzeń przy obciążeniu, ale i przeczytać wszystkie zaległe książki, na które wcześniej nie było czasu, obejrzeć trzy seriale, dziesięć filmów, w końcu pójść do kina, spotkać się ze znajomym zza granicy, pojechać na tydzień w góry, jeszcze na tydzień nad morze. Chcemy wyrobić 10 nowych nawyków, a kolejnych 5 się pozbyć, w końcu zadbać o zbilansowaną dietę, zrobić 2 kursy online i wypełnić konto na instagramie ładnymi zdjęciami z rodzinnego miasta. A, nie zapomnijmy o poświęcaniu większej ilości czasu dla drugiej połówki.

Tylko kiedy?

Planując „rzeczy do zrobienia w wakacje” włącza nam się tryb zbyt optymistycznej estymacji czasu potrzebnego na poszczególne czynności i liczby godzin składających się na jedną dobę. To nie ma szans zadziałać.

Nie doceniamy tego, co możemy zrobić w kilka tygodni

Chcąc się nauczyć czegoś nowego, błędnie myślimy o tym jako o czymś wielkim. Coś, na co potrzeba nieprzerwanie bardzo dużej ilości czasu i już sama ta wizja odrzuca nas pod przedsięwzięcia jakichkolwiek kroków. Nie ma takiej opcji, to męczące, to trudne, to poczeka na lepszą okazję.

W rzeczywistości można to rozbić na maleńkie elementy, powtarzane każdego dnia w ciągu zaledwie kilku minut.

Wielkie hasło „chcę się nauczyć pisać” zamienia się w krótkie, systematycznie powtarzane ćwiczenie. Dwie strony tekstu dziennie. Ćwiczenie poszczególnych struktur – dialogów, opisów, narracji. Wielkie hasło „chcę kaligrafować” zmienia się w pisanie alfabetu przed pójściem spać. Linijka 32 wielkich liter i linijka 32 małych liter. Wielkie hasło „chcę być bardziej rozciągnięty” zmienia się w szybką gimnastykę zaraz po wstaniu z łóżka. Od najprostszych skłonów w pierwszym tygodniu, do bardziej zaawansowanych ćwiczeń w następnych miesiącach.

Odstraszają nas wielkie hasła, których nie zamienimy w małe, powtarzalne czynności. Dlatego nawet nie zaczynamy.

Brakuje nam dyscypliny

Słyszałeś mnóstwo mądrych rad na temat motywacji? To bzdura. Wcale nie potrzebujesz tej mistycznej, nieuchwytnej motywacji za każdym razem, kiedy siadasz do instrumentu czy kolejnej lekcji kursu. Potrzebujesz do tego dyscypliny.

Odnoszę wrażenie, że słowo „dyscyplina” źle się kojarzy. Bardziej jako przymus niż jako wewnętrzna kontrola samego siebie. Mimo wszystko to właśnie dzięki niej powstają nowe nawyki, dzięki niej nadajesz swojej dobie określony rytm i utrzymujesz go w dłuższym okresie. To ona jest kluczem do systematyczności i pozwala na trzymanie lenistwa w ryzach.

Chcesz codziennie grać na gitarze? O określonej porze odsuwaj na bok lenistwo, ochotę na kolejną kawę, kolejny odcinek serialu i bezmyślne przeglądanie instgrama. To jest pora na ćwiczenie nowego utworu. I tyle. Chcesz ćwiczyć yogę? Ustal sam ze sobą, że nie pójdziesz spać zanim nie poćwiczysz i chociaż na początku wiąże się to z wyciąganiem maty, kiedy jest już bardzo ciemno za oknem, później zaczniesz znajdywać na to moment koło południa. I ćwiczysz.

Proste, prawda?

Nie wiesz, od czego zacząć

Na samym początku stwierdzasz, że przydałby się uczciwy research, więc włączasz laptopa, wchodzisz w przeglądarkę i wpisujesz interesujące Cię hasło. Sprawdzasz jakiś portal i kilka blogów, które zasypują Cię całą nieskończonością rozwiązań, które absolutnie-koniecznie-musisz zastosować.

Co masz zrobić zaraz po wstaniu z łóżka? Puścić playlistę nastrajającą do działania, wypić szklankę wody z cytryną, porozciągać się, odhaczyć 3 najważniejsze zadania z listy, przebiec półmaraton, wyjść z psem na spacer, odhaczyć 3 największe duperele z listy zadań do zrobienia, wypić zieloną herbatę, medytować przy oknie, wziąć zimny prysznic, wypisać 4 powody do wdzięczności, zgolić głowę i zostać tybetańskim mnichem. To wszystko ma być PIERWSZĄ rzeczą po przebudzeniu.

Efekt przeczytania tych wszystkich mądrych porad? Oczy jak pięciozłotówki i spore zakłopotanie. Bo niby jak masz to zrobić, skoro nawet nie masz psa, a ostatni raz biegałeś na WF-ie?

Postanawiasz odłożyć to na jutro i wtedy wymyślić, od czego właściwie zacząć, ale to jest to słynne „jutro”, które nie nadchodzi. Cóż poradzić, skoro codziennie mamy „dziś”?

Dlatego zamiast kursu zaczynasz kolejny serial, zamiast biegać po parku spacerujesz do lodówki, a poranna gimnastyka jest tajnym kryptonimem wylegiwania się w łóżku do oporu (a jeśli masz kota, jesteś szczęśliwym posiadaczem argumentu „nie mogę wstać, kot na mnie leży”).

***

Kolejne niedziele nadchodzą jakby coraz szybciej, lipiec zamienia się w sierpień, a w to-do list odhaczyłeś tylko wyjazd ze znajomymi nad morze. Ale tym razem dostrzegasz schemat, który ponownie zagościł w Twoim życiu i wiesz, co zmienić następnym razem. Na co zwrócić uwagę przy planowaniu września. Jak robić więcej i zachować spokój.

A dzięki tej wiedzy nasze jesienne projekty będą niesamowite.

  • Bardzo dobrze podsumowane, to właśnie dyscyplina i organizacja decydują o tym, czy coś zrobimy czy nie. Można mieć motywację, ale bez dyscypliny nic nie zdziałamy 🙂 Trzeba się po prostu zmusić

  • W wakacje zwykle towarzyszę dzieciom, a ponieważ one mają ok. 10 tygodni wolnego, muszę ten czas naprawdę dobrze i rozsądnie rozplanować. Dużo wyjazdów, wiele spotkań, zmiany miejsca pobytu i zamieszkania, wszędzie zabieram ze sobą pracę i jeszcze psa na dostawkę 😉 To fajny czas, ale nie pozbawiony organizacyjnych i logistycznych wyzwań, a praca czekać nie może, więc staram się wszystko ze sobą pogodzić. Myślę, że dobrze wykorzystuję ten czas, bo i relaks i zobowiązania mam na plus. Pozdrawiam znad morza 🙂

  • Najtrudniej jest mi zmusić się do działania. Jak już zacznę, to idzie z górki i zastanawiam się wtedy, dlaczego nie zaczęłam wcześniej. 😉