Droga do celu

Droga do celu

Czasem odnoszę wrażenie, że mkniemy przez życie niczym rozpędzone samochody na autostradzie. Całe otocznie się zlewa w niewyraźne plamy barw. Najwyraźniej widzimy tych, którzy jeszcze są przed nami. Łatwo zapominamy o tych, których pozostawiliśmy za sobą jakiś czas temu. Liczymy się my, nasza deska rozdzielcza i wskazówka pokazująca coraz to większą prędkość.

Mając zaledwie kilkanaście lat zaczynamy dostrzegać tych wszystkich „ludzi sukcesu” – niesamowitych podróżników, charyzmatycznych mówców, bogacących się przedsiębiorców, wybitnych naukowców, muzyków poruszających serca tysięcy słuchaczy, aktorów i aktorki, reżyserów, lekarzy, inżynierów. Żyją tuż obok nas, za rogiem lub na przeciwległym końcu świata, ale bez względu na dzielącą nas odległość ich dokonania dają o sobie znać każdego dnia. Co więcej, oni wszyscy zdają się być tacy młodzi! Ich droga do sukcesu była tak prosta i szybka! Chcemy pewnego dnia być dokładnie tacy jak oni. A może i lepsi.

Mając zaledwie kilkanaście lat dołączamy do wyścigu po marzenia. Ruszamy pełni energii i zapału do działania, ale jednocześnie też wątpliwości, bo nadal nie wiemy, dokąd właściwie zmierzamy. Przed nami rozpościera się długa, pozornie prosta droga, której końca nie widać, za to bez najmniejszych problemów możemy zobaczyć mijających nas innych ludzi. Jest ich zdecydowanie więcej, niż początkowo przypuszczaliśmy, ale to nas nie zniechęci. Rozpędzamy się.

Dzięki młodzieńczej energii, pasji, ambicji, talentowi, włożonej pracy całkiem szybko pozostawiamy w tyle wolniejszych spośród uczestników. Z nieco większym trudem mijamy tych, którzy tak jak my nie bali się zmęczenia, potu i łez. Dajemy z siebie więcej, rezygnujemy z podziwiania wszystkiego wokoło i koncertujemy w stu procentach na drodze przed nami. Różne detale umykają naszym oczom, ale czym one są w porównaniu z marzeniem czekającym na samym końcu? Czujemy, że to był dobry wybór, bo raz po raz wyprzedzamy pozostałych, będących na samym początku na horyzoncie.

droga do celu

Chociaż moglibyśmy poprzestać na tym, co już osiągnęliśmy i zwolnić nieco tempa, cichy głos z tyłu głowy podpowiada, że na tej drodze nikt nie zwalnia. Pięknymi słowami, przepełnionymi wielką motywacją do działania, pewnością siebie i stanowczością przekonuje nas, by wręcz przyspieszyć. Nie zapominajmy, że cel jest wspaniały, spektakularny, zapierający dech w piersiach. Warto dotrzeć do niego przed innymi.

Później po raz pierwszy daje o sobie znać zmęczenie. Z początku nieznacznie i subtelnie, z czasem nabiera jednak zdecydowania i zaczyna irytować. Ciche pytanie burzy do tej pory stabilny spokój – czy to na pewno dobry kierunek? Po nim pojawiają się kolejne – czy to nie była pomyłka? Czy droga do marzenia powinna tak męczyć? Czy ona się kiedyś skończy? Czy najwyższy czas odpuścić?

Czy to są nasze marzenia?

Mijają dni, miesiące, lata. Nasza wiedza się powiększa, wątpliwości mnożą, nie ma śladu po pierwotnym rozpędzie. Ktoś nas wyprzedza, my kogoś mijamy, znów ktoś inny wychodzi na prowadzenie. Gdzieś po drodze gubimy albo pewność siebie, albo pewność marzeń. Nie pamiętamy już, czy sami wytyczyliśmy cel, czy to otoczenie nam go narzuciło. Nie przestajemy, bo inni nie przestają, ale wiatr we włosach nie przynosi już tyle radości. Przeciwnie – dołuje, męczy, wytrąca z równowagi.

Gubimy się na pozornie prostej drodze.

Możliwości na ponowne odnalezienie się jest wiele, chociaż stanowczo zbyt często słyszymy, że są wyłącznie dwie. Wybierz tą, która wyda Ci się słuszna, nawet jeśli nikt do tej pory głośno o niej nie powiedział.

Możemy kontynuować coś, co raz zaczęliśmy i uznać, że skoro droga nie świeci pustkami to zapewne warto ją przemierzać. Szkoda byłoby stracić prowadzenie, na które pracowaliśmy latami, poza tym są jakieś szanse, że cel nas pozytywnie zaskoczy.

Możemy zdać sobie sprawę, że to nie nasza trasa i zupełnie zmienić kierunek. Przemyśleć cel. Zawrócić. Mknąć dalej, wśród zupełnie nowych nieznajomych. Będziemy pozbawieni cennego prowadzenia, za to bogatsi o pewne źródło chęci do działania.

Możemy zrobić sobie chwilę przerwy, wziąć długi głęboki wdech i zacząć planować. Długi oczyszczający wydech i rozpisać poszczególne kroki. Długi głęboki wdech i stworzyć w myślach strategię na najbliższe lata. Długi oczyszczający wydech i ruszyć na nowo.

Możemy odzyskać pewność, że to jest dobry kierunek, właściwy cel, własne marzenie, a doskwierające zmęczenie to etap przejściowy, któremu nie warto się poddać. Trudniejsze chwile będą się pojawiać i znikać, ale mając wewnętrzny spokój i przekonanie, że to jest *to* nie zwolnimy tempa i ku zdziwieniu społeczeństwa dotrzemy na metę jako pierwsi.

droga do celu

A możemy po prostu zwolnić.

Uznać, że nasze życie nie będzie żadnym wyścigiem. Podziwiać wszystko to, co do tej pory znikało w rozmytej plamie barw. Dostrzec różnorodność faktur otoczenia, piękno prostych rzeczy, każdy najmniejszy szczegół. Stwierdzić, że tak właściwie, to nigdzie nam się nie spieszy, a stawiając małe kroki, jeden za drugim, cel powoli, acz nieustannie się przybliża. Możemy cieszyć się zwykłą chwilą, codziennością, która wcale nie jest szara,  doceniać każdą sekundę, obserwować pozostałych. Myśleć, rozważać, zadawać pytania, szukać odpowiedzi.

Wielkie cele są wspaniałe. Nadają naszemu życiu określony kurs, ułatwiają nawigację, mogą stanowić doskonały kompas. Nie dajmy się im jednak zaślepić – świat, który pozostawimy za sobą może już nie wrócić. Patrzenie tylko i wyłącznie w przyszłość i marzenia w niej się znajdujące nie uczyni nas szczęśliwszymi ludźmi.

Spróbujmy choć raz zwolnić i stawiać mniejsze, ale bardziej świadome kroki.