Jak wrócić do realizacji celów?

Jak wrócić do realizacji celów?

Czasem nam nie wychodzi.

Niby wszystko dokładnie planujemy, niby przygotowujemy to, co będzie niezbędne, niby liczyliśmy się z utrudnieniami, ale i tak rzeczywistość weryfikuje nasze zamiary i pokazuje, że możemy sobie snuć swoje idealistyczne rozważania, a świat zawsze postawi na swoim. Nawet jeśli nie wierzymy w moc postanowień noworocznych i zamiast tego stawiamy sobie konkretne, przemyślane cele, prawdopodobnie się okaże, że zapomnieliśmy o znaczących czynnikach zewnętrznych, obowiązki zamiast się skurczyć zdają rozciągać się niemiłosiernie w czasie, a ludzie…? Ach, któż by przewidział ich zachowania.

Czasem nam nie wychodzi. I to jest ok.

Bez względu na starania, doba nie mieści Ci się w 24 godzinach? Po dodaniu absolutnie-niezbędnych-punktów planu dnia i racjonalnej ilości snu wychodzi 25, 27 albo 30? Spokojnie, mam tak samo. Co więcej, zgaduję, że to nie tylko nasza dwójka.

To jest ten moment. Już nie wyszło, mistrzowski plan dnia rozpisany w tabelce w excelu runął w gruzach, cele na ten rok, zamiast się przybliżać, oddalają się daleko poza linię horyzontu. Mimo że bardzo tego chcesz, nie widzisz sposobu na to, jak wrócić do tego, co jeszcze w styczniu wydawało się całkiem osiągalne.

W takim razie – co teraz?

jak wrócić do realizacji celów - spokój

Po pierwsze – spokój.

Tylko spokój nas uratuje. Weź długi głęboki wdech, zrób długi oczyszczający wydech, zupełnie jak na zajęciach yogi, które przecież miały się znaleźć w planie między rozkręcaniem własnego biznesu i nauką trzeciego języka. Długi głęboki wdech. Długi oczyszczający wydech. Dziesięć minut medytacji z kubkiem aromatycznej kawy w dłoni i słuchawkami w uszach, z których płynie najlepsza muzyka pod słońcem. Skoro już wszystko runęło, to nic więcej nie może się zawalić, gdy poświęcisz chwilę na zebranie myśli. Jeszcze jeden długi głęboki wdech. A teraz wydech.

Stań przy parapecie, wyjrzyj przez okno, weź łyk kawy. Według swojej rozpiski jesteś niezwykle-zabieganym-człowiekiem? Super, ale jak widzisz, zatrzymując się na moment nie sprawiasz, że nadchodzi niechybny koniec świata. Ptaki dalej przeskakują z gałęzi na gałąź. Dzieci śmieją się w parku. Samochody mijają się na asfaltowej drodze z delikatnym szumem. Złote promienie słońca padają na wszystko zza niewielkiej chmury przepływającej łagodnie po błękitnym niebie.

A jeśli poczekasz odpowiednio długo i nie zapomnisz o oddychaniu i regularnych łykach kawy – osiągniesz w tej sytuacji spokój. To już pierwszy krok w stronę sukcesu.

Spokój.

Akceptacja

Nie wyszło. Nie masz już na to najmniejszego wpływu, bo to należy do historii. Nie jakiejś bardzo zamierzchłej, ale w żaden sposób nie zmienisz minionego tygodnia, kiedy wszystko się definitywnie posypało. Nie i tyle.

Wiesz, co możesz zrobić? Przyjąć do wiadomości, że jest jak jest. Nie udało się uczyć codziennie 10 słówek z włoskiego. Trzy treningi tygodniowo okazały się niewykonalne. Nagłe wypadki rodzinne, nieprzewidziane wydatki, deficyt w budżecie przekreśliły grubą kreską letni wypad do San Francisco. Doba jak na złość skraca swą długość, by utrudnić odhaczanie kolejnych pozycji na liście. Nie ma sensu temu zaprzeczać, fakty mówią same za siebie. Jako istoty dosyć leniwe nie próbujmy na siłę zmieniać tego, czego zmienić się nie da i najzwyczajniej w świecie zaakceptujmy obecny stan rzeczy.

Istnieje ryzyko, że pozostaniesz na etapie akceptacji zbyt długo, kokietując się, że przecież to ważne. Tak, ale kolejne kroki do przodu też są ważne. Jeśli masz taką możliwość, nie przekładaj ich „na potem”, ok?

Co się nie udało? Dlaczego?

Odpowiedź na te pytania może przyjść z łatwością – prawdopodobnie zapomniałeś o obowiązkach, od których się nie wymigasz i na ich miejsce wcisnąłeś trening na siłowni. Albo przeceniłeś swój organizm, a zwłaszcza ilość godzin, które potrafi przepracować na najwyższych obrotach po określonej ilości snu w nocy. Rezultat? Ciągłe zmęczenie, poirytowanie, brak czasu na cokolwiek.

Może być też trochę trudniejsza – nie zawsze miło jest się przed sobą przyznać, że lenistwo wzięło górę, a do wstawania godzinę wcześniej rano zabrakło nie tyle motywacji, co dyscypliny. Telefon, a w szczególności wyskakujące na jego ekranie powiadomienia i wiadomości od znajomych okazały się o wiele ciekawsze od systematycznej nauki, bądź co bądź skomplikowanego, materiału na studia.

Mam tylko jedną prośbę. Nie kokietuj się.

Odpowiadasz przed samym sobą, więc wszelkiego rodzaju drobne oszustwa utrudnią rozpracowanie problemu tylko i wyłącznie Tobie. Nikt Cię nie wyśmieje, nikt z Ciebie nie zadrwi.

100% szczerości. Wiem, że dasz radę.

jak wrócić do realizacji celów - priorytety

Priorytety

Co jest teraz ważniejsze w Twoim życiu – rozkręcanie swojego projektu na boku czy też poprawa rzeźby do wakacji? Nauka kolejnego języka czy gry na gitarze? Letni wyjazd na drugą półkulę czy kupno nowego komputera? Odnowienie relacji ze starym znajomym ze szkoły czy gruntowna zmiana nawyków związanych z odżywianiem i wysiłkiem fizycznym?

Dobra wiadomość: nie ma złych odpowiedzi.

Zła wiadomość: to zazwyczaj wcale nie ułatwia wyboru.

Nie spiesz się, pomyśl, z czego aktualnie możesz zrezygnować, a co z pewnością nie ruszy się z pięknej tabelki w excelu. Ustal, jakimi priorytetami zamierzasz się kierować przez najbliższe kilka miesięcy.

Gruntowny plan działania

Załóżmy, że zabrakło Ci kilku bonusowych godzin w ciągu dnia na poszerzanie horyzontów swojej wiedzy i wzmacnianie ciała. Wszystko, co teraz musisz zrobić, to zrewidować swój plan dnia. Jeśli nie masz na coś wpływu – zostaw tak, jak jest w tej chwili. Na tapet weź to, co można gdzieś przesunąć lub w ogóle z tego zrezygnować; co nie przynosi Ci ani większej przyjemności, ani namacalnej korzyści; co jest, bo zawsze było i w sumie to nigdy się nie zastanawiałeś „po co?” W nowe, wolne miejsca wpisz upragnione cele, pamiętając o buforze czasowym, bo rzadko kiedy wszystko idzie po naszej myśli, czego dopiero co się przekonaliśmy na własnej skórze.

W każdym innym przypadku rozważ różne możliwości, także te z pozoru bezsensowne. Wypisz duże cele, osiągalne „stacje” pomiędzy nimi i niewielkie kroki prowadzące od jednej do drugiej. Pomyśl o najczarniejszych scenariuszach i planach B, C i D. I na wszelki wypadek też E, F, G i H. Weź pod uwagę powód ostatniego niepowodzenia

Eksperymentuj

Może od godziny nauki włoskiego dziennie lepsze się okaże dwa razy po 30 minut? Albo kwadrans przed śniadaniem i 45 minut po kolacji? Może wbrew opinii znajomych osiągniesz bardziej satysfakcjonujące wyniki na treningach przed południem, niż na tych po? Może zamiast odkładać na wakacje 10% z wypłaty skuteczniejsze okaże się oszczędzanie 30% tego, co zostanie po opłaceniu wszystkich rachunków?

Zobacz, co i w jaki sposób najlepiej u Ciebie działa. Z czym się czujesz komfortowo. Na co Cię stać.

Próbuj i nie bój się niepowodzenia. Przecież już wiesz, co robić.

***

Czasem, mimo najszczerszych chęci, zatrzymujemy się na drodze do celu. Gubimy się, martwimy przeciwnościami losu i napotkanymi przeszkodami, tracimy zapał, nie dostrzegamy alternatywnych rozwiązań. Nie ma w tym nic złego. Przecież wszyscy się z tym mierzymy.

Nie liczy się to, ile razy zatrzymasz się i zwątpisz w sensowność swoich działań; ile razy zaskoczy Cię otoczenie, ciągnąc do tyłu za rękaw koszuli.

Liczy się ile razy wrócisz na właściwą ścieżkę i postawisz mały krok do przodu. A potem kolejny.

I kolejny.

 

  • Mateusz Skarbek

    Bardzo fajny wpis.
    Totalnie się z nim uosabiam Olu 😉

  • Pozornie piszemy na zupełnie inne tematy, a jednak jesteśmy do siebie bardzo podobne. Bardzo mi się tutaj podoba, Olu. Cieszę się, że przypadek mnie tutaj sprowadził 😉

    • Bardzo się cieszę, że na siebie wpadłyśmy 🙂