Jedyny kibic, na którego zawsze możesz liczyć

Jedyny kibic, na którego zawsze możesz liczyć

Postawienie prostej strony na silniku wordpressa jest proste. Wymaga „przeklikania” się przez dostępne opcje i ustawienia, znalezienia kilku ładnych zdjęć z darmowego banku i ewentualnie jeszcze przygotowanie symbolicznej grafiki w dowolnym edytorze.

Postawienie trochę bardziej skomplikowanej strony potrafi jednak człowieka porządnie zirytować. Niby to wszystko jest logiczne, niby rozumiesz angielski na wysokim poziomie, ale możliwości wyboru jest aż za dużo, jak zapomni się o jednej rzeczy to cała reszta się wysypuje, a realizacja wymarzonego pomysłu prowadzi do kilku nieprzespanych nocy. Chyba że jest się zawodowcem. Niestety ja nim nie jestem.

Zamarzyło mi się odświeżenie wyglądu bloga, więc na początku tygodnia zabrałam się do roboty. Tak po prostu. I chociaż ja naprawdę nie przeklinam, przez ten tydzień rzucałam w myślach bluzgami na okrągło. Z początku nic mi nie wychodziło. Zupełnie nie rozumiałam sposobu działania szablonu ani dlaczego wprowadzone przeze mnie ustawienia wcale nie działają. Nie potrafiłam urzeczywistnić swojego wygórowanego wyobrażenia tego miejsca. Nie mogłam się obejść bez ustawicznego wpisywania w youtube „how to…”. Całe szczęście oprócz jęków rozpaczy i westchnień bezsilności towarzyszył mi prawdziwy doping. Taki od kibica numer jeden.

Romantycznie by było, gdybym teraz napisała o swojej drugiej połówce, przyjacielu albo chociaż o mamie, ale jako że nie siedzimy w środku filmu Woody’ego Allena, napiszę o sobie. Bo to ja jestem swoim wiernym kibicem i mam nadzieję, że po przeczytaniu tego tekstu, Ty staniesz się swoim.

Po pierwsze, to nie egoizm

Mam wrażenie, że z łatwością przychodzi nam nazywanie egoizmem wszystkiego, co zakłada stawianie siebie na pierwszym miejscu. Odruchowo wrzucamy to do tej samej szufladki, co wywyższanie się i zapominanie o cudzych potrzebach. Tak bardzo staramy się być empatyczni, że potrafimy odsunąć siebie samych na drugi plan.

Tylko że zobacz – jedyną osobą, z którą na sto procent spędzisz całe życie, jesteś Ty. Jedyną osobą, która przygląda się każdej porażce, jesteś Ty. Jedyną osobą, będącą świadkiem każdego Twojego sukcesu, jesteś Ty. Rodzina, przyjaciele, partner lub partnerka mogą z różnych, losowych powodów być nieobecni podczas lepszych i gorszych chwil. Ty będziesz obecny zawsze.

Dlatego ważne jest, by czuć się ok ze samym sobą. Potrafić dostrzec swoje wady i zalety, możliwości i ograniczenia. Wiedzieć, jakie słowa dodadzą otuchy, kiedy po raz tysięczny otwierasz nowy plik, by zacząć od początku. Wiedzieć, co pozwoli Ci się uspokoić i wrócić do dalszych starań. Widzieć postęp, bez względu na jego powolność.

Ludzie nie zauważą

Jedna ważna wiadomość – nie wiem, czy dobra, czy może raczej zła – ludzi nic nie obchodzi. Wykluczmy tylko z tej grupy najbliższych: rodzinę, przyjaciół, dobrych znajomych. W rezultacie mamy bardzo dużo bardzo przypadkowych osób. Panią kasjerkę w warzywniaku dwie ulice od Twojego domu. Kierowcę spóźniającego się autobusu. Szefa działu rekrutacji w firmie, która odrzuciła Twoje zgłoszenie. Fryzjerkę, dla której 2 i 6 centymetrów to to samo. Baristę podającego bezsprzecznie najlepszą kawę w mieście. Urzędniczkę, która jest miła dla każdego petenta.

Tych wszystkich ludzi nie obchodzi to, z jak wielkim problemem aktualnie się zmagasz. Jak bardzo już nie masz sił na kolejną próbę. Jak wiele razy musiałeś wziąć całą dotychczasową pracę i wyrzucić ją do śmietnika. Jak niemiłosiernie zmęczony jesteś po wstawaniu 2 godziny wcześniej, żeby zdążyć z projektem.

Oni nie zauważą, że przesiedziałeś nad nowym tekstem dwa razy więcej czasu niż zwykle ani nie zobaczą każdego dopieszczonego detalu. Nie zwrócą uwagi na wcześniejszy termin dostarczenia zlecenia, nie zwrócą jej też na dokładnie przemyślaną strukturę. Będą zbyt zajęci swoim życiem i swoimi problemami.

To jest okrutna generalizacja. Pesymistyczna. Jednak mimo wszystko całkiem prawdziwa.

Właśnie dlatego musisz być dla siebie.

Mówić sobie „Hej, w końcu się udało, jestem super”, kiedy po milionie prób osiągniesz sukces. Myśleć „Ze spokojem, dam sobie z tym radę, jak nie teraz, to przy następnym podejściu”, kiedy wszystko po raz kolejny ląduje w koszu. Być całym wsparciem, którego potrzebujesz w trudnej chwili. Być z siebie prawdziwie dumnym.


Czy przy zmianie wyglądu bloga wszystko poszło po mojej myśli? Oczywiście, że nie. Nadal wiele rzeczy czeka na moją uwagę. Nie wszystko jest skończone, ale traktuję to trochę jako walkę z perfekcjonizmem. Na tyle stać mnie dzisiaj. Tydzień i kilka tutoriali na youtubie później będzie stać mnie na więcej.

Czy podczas tych niekończących się godzin przed komputerem mówiłam sobie, że dam radę? Oczywiście, że tak. Inaczej już dawno bym porzuciła swoje zamiary i poszła po linii najmniejszego oporu. Rodzina i przyjaciele nie za bardzo rozumieją trudność tego zadania. To nic, wystarczy, że ja rozumiem.

Wystarczy, że potrafię być swoim kibicem.