Największe mity o krwiodawstwie

Największe mity o krwiodawstwie

Pomaganie innym stanowi dla mnie bardzo ważną część życia. W gimnazjum zaangażowałam się w motyli wolontariat, brałam udział w zbiórkach i nawet nie pamiętam ile kursów pierwszej pomocy zaliczyłam. Przez kilka lat czekałam, żeby móc się zapisać do DKMSu jako potencjalny dawca szpiku i komórek macierzystych oraz oczywiście, żeby oddać krew.

W tych dwóch ostatnich formach pomocy najlepsze jest to, że w ogóle nas nie kosztują. Możemy dobrowolnie wpłacić dowolną kwotę, by chociaż częściowo pokryć koszty badań, ale ni musimy. Dzielimy się z kimś potrzebującym sobą samym.

Jednak na temat krwiodawstwa powstało mnóstwo mitów odnośnie tego, kiedy możemy, a kiedy nie możemy. Chodź, opowiem Ci o tych największych i o prawdziwej prawdzie.

krwiodawstwo

Mam bardzo popularną grupę krwi, nie muszę jej oddawać

Ze względu na położenie geograficzne możemy zaobserwować większą „popularność” niektórych grup. Na przykład w Polsce najczęściej występuje 0 Rh+ i A Rh+. Najrzadsze są B Rh– oraz AB Rh–. Z kolei u Indian Ameryki Południowej i Środkowej grupa A praktycznie nie występuje. To wszystko zależy.

Moja mama odpowiada na takie przekonanie w świetny sposób, albowiem większa częstotliwość występowania danej grupy oznacza, że osoba wykrwawiająca się w wypadku samochodowym raczej ma tę grupę, niż tą rzadko spotykaną. Zatem tak, Twoja krew jest potrzebna, bez względu na „popularność”.

To bardzo boli

Igły są specjalnie profilowane, a ekipa w centrum lub krwiobusie świetnie przeszkolona. Nie ma takiej sytuacji, że ktoś nie może „znaleźć żyły” i kłuje Cię w rękę kilka razy. To jest krótka chwila, jedno celne ukłucie. Żadnych krwiaków i siniaków dzień po. Nie będę się jednak odnosić do poziomu bólu, bo każdy z nas ma inny jego próg. Dla mnie wszystkie pobierania krwi przypominają ukłucie komara – po prostu chwilowy dyskomfort.

Pobieranie krwi zabiera bardzo dużo czasu

Zależy co rozumiemy przez „bardzo dużo”. Najpierw należy wypełnić zgodę na pobranie i odpowiedzieć na pytania o zdrowie – czy jesteś nosicielem HIV, WZWB, WZWC; czy byłeś ostatnio w państwach, w których istnieje ryzyko zarażenia malarią; czy chorowałeś w przeciągu miesiąca… Później pobierana jest niewielka ilość krwi w celu oznaczenia grupy, sprawdzenia poziomu hemoglobiny i morfologii. Lekarz bada ciśnienie, jeszcze raz pyta o stan zdrowia i samopoczucie i dopiero po tym wszystkim można przejść do zasadniczego celu wizyty w Centrum Krwiodawstwa. I tutaj też zależy od tego, czy oddajemy 450 ml pełnej krwi, czy możne tylko osocze (plazmafereza), płytki krwi (trombofereza) lub białe krwinki (leukofareza). W pierwszym przypadku jest to 5 do 10 minut siedzenia z igłą w ręce, w drugim – około godziny, a w dwóch ostatnich trzeba się liczyć z 2 godzinami zabiegu.

Oddawanie krwi mnie osłabi

Nie, ponieważ do zabiegu można przystąpić tylko, gdy jest się w stu procentach zdrowym, a cała nieskończoność leukocytów pływa sobie radośnie w żyłach i tętnicach. Właśnie dlatego moje „oddam krew zaraz po urodzinach” zmieniło się w „oddam krew trzy miesiące później”. Lekarze pytają o wszystko, nawet o witaminy brane pół miesiąca temu na przeziębienie.

Dodatkowo każdy dawca otrzymuje zwrot kaloryczny o wartości 4200 kcal, najczęściej w postaci 8 tabliczek czekolady.

Nie mogę oddawać krwi, bo jestem na diecie roślinnej

Tak długo, jak Twoje wyniki morfologii są w porządku, hemoglobiny nie brakuje i nie jesteś nosicielem żadnej choroby, nie ma znaczenia to, czy jesteś wege, vegan, raw, bezlaktozowy, bezglutenowy czy tradycyjny. Ja na przykład nie jem niczego, co można zaliczyć do królestwa zwierząt już 8 rok i nie mam z tego powodu najmniejszych problemów.

Nie mogę oddawać krwi, bo mam kolczyki

Masz je od wielu lat? Żaden problem. Wczoraj pojawiła się nowa ozdoba w Twoim uchu, brzuchu, łuku brwiowym lub gdziekolwiek indziej? Możliwe, że to Cię wykluczy na jakiś czas. Brzmi irracjonalnie? Chodzi o to, by maksymalnie zminimalizować zagrożenie zakażenia krwi, która ma trafić do chorego człowieka. To też jedna z metod.

Nie mogę oddawać krwi, bo mam tatuaż

Ta sama historia co z kolczykami. Jeśli robiłeś go tydzień, miesiąc, 6 miesięcy temu – faktycznie nie zostaniesz dopuszczony do zabiegu. Jeśli robiłeś go ponad pół roku temu – droga wolna!

Najważniejszy fakt.

Ratujesz życie drugiego człowieka.

Ok, może ukłucie igły zaboli trochę bardziej, niż byś się tego spodziewał. Może będziesz się denerwować tuż przed zabiegiem. Może spędzisz w Centrum Krwiodawstwa lub krwiobusie więcej czasu, niż pierwotnie planowałeś. Ale jedno jest pewne. Gdzieś blisko lub daleko, dzięki Twojej bezinteresownej pomocy jakiś człowiek nie umarł. Nie wykrwawił się na śmierć po groźnym wypadku ani podczas wielogodzinnej operacji. Żyje. Jego rodzina może się dalej cieszyć wspólnymi chwilami.

I, cholera, uwierz mi, to jest najlepsze uczucie na świecie.