Nie mów o przyszłości w trybie przypuszczającym

Nie mów o przyszłości w trybie przypuszczającym

Jedni uwielbiają ten temat, inni starają się go uniknąć w każdy możliwy sposób. Ktoś sobie świetnie radzi z jego wyzwaniami, ktoś szuka wymówek, a jeszcze ktoś przedstawia szereg przypuszczeń. Panie i panowie, przyszłość.

Dotyczy ona każdego z nas, bez wyjątku. Można ją sprowadzić do niemalże mikroskopijnej skali, jaką jest następna sekunda, następne przeczytane słowo, myśl, która dopiero się zrodzi w naszym umyśle. Można też mówić o skali wielkiej, niejednokrotnie przytłaczającej i sprowadzającej ogrom niepewności – następne 20, 30, 50 lat życia, perspektywa starości, ostatnich dni na tym świecie. I chociaż nie ma od niej odwrotu, w swoich słowach lubimy traktować ją jako zaledwie jedną z możliwych opcji do wyboru.

Przyszłość – plany i cele, odważne marzenia, stawiane wyzwania, ryzyko niepowodzenia. Zaskakujące zdarzenia, nieprzewidywalne przygody, wizja pracy do zrobienia albo długo oczekiwanego odpoczynku. Czy tego chcemy, czy nie, ona i tak nadejdzie.

Język ma znaczenie

Bardzo lubię język, ponieważ jest on dla mnie czymś więcej niż tylko zlepkiem słów używanych na co dzień. Jego struktura, sposób wykorzystania, budowa na takim bardzo podstawowym poziomie to świetny punkt odniesienia do jakiejś głębszej refleksji. Nie inaczej jest w przypadku połączenia przyszłości z trybem przypuszczającym.

Boimy się niepowodzenia, unikamy wyśmiania przez znajomych, nie lubimy negatywnych opinii obcych ludzi, więc idziemy po linii najmniejszego oporu i zmieniamy formę przekazu. Na proste pytanie – Co zrobisz po 5 latach pracy w tej firmie? – zamiast odpowiedzieć bardzo konkretnie – Za odłożone pieniądze pojadę do Nowej Zelandii. – wybieramy mniej ryzykowną opcję – A wiesz, w sumie pojechałbym do Nowej Zelandii, ale nie wiem, czy uda mi się oszczędzić wystarczającą kwotę. 

Drobnostka, prawda?

Jednak wystarczy ona, by w tej nutce zawahania zmieścić nieodkładanie konkretnej sumy każdego miesiąca, koszty podróży znacznie przerastające wyobrażenia, brak konkretnego planu działania i zakup tego bardzo drogiego zegarka jako prezent urodzinowy dla samego siebie, bo przecież zasłużyłeś. Pięć lat mija, Nowa Zelandia nadal pozostaje w strefie marzeń, a koledze z działu tłumaczysz, że tak coś czułeś, że to będzie trudne do wykonania, no ale może jak już dostaniesz ten awans i premię, może wtedy się uda to zrobić. Łatwiej wyjaśnić niepowodzenie, uniknąć niewygodnych pytań o jego przyczynę. Przecież od początku zakładałeś, że tyle czasu nie wystarczy.

A co, jeśli…

Jasne, warto czasem pogdybać i zastanowić się, co zrobiłbyś w przypadku nagłej utraty pracy, choroby kogoś bliskiego lub miliona przeszkód w realizacji planu A. Takie przygotowywanie sobie odpowiedzi na najczarniejsze scenariusze jest zdecydowanie dobrym pomysłem i sama staram się o tym pamiętać, gdy w grę wchodzi coś ważnego.

Fajnie jest też przerzucać się kolejnymi pomysłami w rozmowie z przyjacielem. Szukać razem ciekawych rozwiązań, wymyślać scenariusze wspólnych przygód i alternatywnych zakończeń. Tratować to jako zabawną burzę mózgów i niezawodne źródło inspiracji.

Tutaj jednak chodzi mi o te wielkie marzenia, które „się spełniają” (a tak naprawdę to my je spełniamy, stawiając kolejne kroki w tym kierunku każdego dnia). Podróż, która od dawna chodzi Ci po głowie. Własne mieszkanie na obrzeżach miasta. Studia za granicą. Przejście z korpo na własny rachunek. Otwarcie tymczasowego domu dla kotów pod opieką fundacji. Totalny remont domu rodzinnego. Stworzenie własnego kursu online z fotografii mobilnej. Pozwalając im zostać w trybie przypuszczającym niejako usprawiedliwiasz swoje stanie w miejscu. Mówiąc w trybie oznajmującym wymuszasz sprawdzenie kosztów, ryzyka, koniecznych uprawnień, przepisów prawnych – wszystkiego, co wymaga Twojego wysiłku. Wszystkiego, co czyni tę przyszłość bardziej prawdopodobną.

***

Dlatego następnym razem, kiedy będziesz myślał o dużym marzeniu, na którym bardzo Ci zależy, nie rób tego w trybie przypuszczającym. Może i nie przestanie być dla Ciebie sporym wyzwaniem, ale chociaż w jakimś stopniu wpłynie na Twoje nastawienie. A to już pierwszy krok do celu.