Pierwszy dzień wiosny w mieście

Pierwszy dzień wiosny w mieście

Jeśli ktoś zapyta mnie, co powiem na jeden dzień wiosny w lutym, bez wahania przyjmę tę propozycję. Nie dlatego, że nie lubię zimy (chociaż noszenie ciężkiej kurtki stało się trochę męczące, a płaszcz już czeka w szafie na dobrą okazję), ale dlatego, że wiosna sprzyja ciekawym obserwacjom. A obserwowanie ludzi to jedno z najciekawszych zajęć.

Taki jeden dzień przypadkiem zdarzył się dzisiaj.

Przypadkiem też spacerowałam w centrum Poznania. Po wykładach na Uniwersytecie Adama Mickiewicza, po wypiciu cudownej kawy. Przed powrotem do domu, przed napisaniem kilku stron tekstu. Dlaczego spędzać całą drogę w tramwaju, skoro można przejść pieszo kilka przystanków?

Całe miasto było jakby zatopione w promieniach słonecznych, padających z wiosenną łagodnością na wszystko i wszystkich – podkreślając wykusze okien, pogłębiając cienie i wzmacniając kolory. Architektura miasta, dotychczas po prostu ładna, zyskała nowe walory. Światło wpadało pomiędzy wysokie, szklane budynki, secesyjne kamienice, pędzące samochody, przypadkowych przechodniów. Łatwiej było dostrzec niewielkie restauracje ukryte w gąszczu szyldów i reklam. Trudniej było nie docenić tej chwili spokoju, która pojawiła się jakby przypadkiem w planie dnia.

Na termometrze częściej widzimy zero stopni, niż komfortowe 15. Kwiaty jeszcze nie kwitną, drzewa nadal są pozbawione liści, natomiast ludzie… ach, ludzie to coś zupełnie innego.

Ludzie przestali chować się w ciepłych sklepach i przytulnych kawiarniach, znikać gdzieś między puchową kurtką, długim szalem a czapką z pomponem. Zamiast tego pojawili się znów na chodnikach, tak samo zatopieni w świetle, jak reszta świata.

Jest pan turysta z aparatem w ręku stojący przez Teatrem Wielkim, który odpowiada serdecznym uśmiechem na uśmiech. Są dwie licealistki prowadzące ożywioną rozmowę, może o dzisiejszych wydarzeniach, a może o niedalekiej przyszłości. Ulotkarze cierpliwie wykonujący swoją pracę i zdumieni, gdy słyszą słowo „dziękuję”. Maleńka kobieta czekająca na przystanku i przyglądająca się czemuś w oddali. Starszy pan sprzedający książki o kulturze Indii na ulicy Półwiejskiej, który zafascynował się Wschodem jeszcze na studiach. Rowerzysta nie zwracający uwagi na temperaturę ledwo przekraczającą 0 stopni. Mężczyzna w garniturze rozmawiający przez telefon. Zakochana para, nie widząca niczego poza miłością w oczach swojej drugiej połówki.

Jesteśmy my wszyscy, zajęci swoim codziennym życiem, naglącymi obowiązkami, pracą, wspaniałą muzyką wybrzmiewającą w naszych słuchawkach, powiadomieniami wyskakującymi na ekranach naszych telefonów. Pochłonięci rozmową lub zatraceni w myślach. W ciągłym biegu lub całkowicie spokojni. Zmęczeni dniem lub pełni energii. Poirytowani, radośni, zmartwieni, zaskoczeni. Przed wypiciem aromatycznej kawy lub po.

Jest też miasto, wraz ze wszystkimi swoimi dźwiękami składającymi się na niezwykły koncert. Przejeżdżające samochody, tramwaj sunący po szynach, autobus zatrzymujący się na przystanku. Cicha rozmowa pary emerytów siedzących na ławce na placu Wolności, śmiech dziewczyny rozmawiającej przez telefon na Świętym Marcinie, radosne okrzyki dzieci biegających po Starym Rynku. Szum wiatru, stukanie obcasów na chodniku, trzask zamykanych drzwi. Nawet w leniwe południe na tę melodię składa się mnóstwo głosów.

pierwszy dzień wiosny w mieście

Zazwyczaj widzimy tylko te kilka, kilkanaście metrów przed nami. Czubki swoich butów, chodnik i przeszkody na drodze. Nie rozglądamy się dookoła, nie zwalniamy tempa, nie przyglądamy się mijanym przechodniom. Nie zatrzymujemy się na moment przy fontannie w parku, który latem wypełnia się rozmowami, zabawami, pierwszymi randkami. Nie uśmiechamy się na widok turysty podziwiającego jedno z naszych ulubionych miejsc. Biegniemy od punktu A do punktu B, by zdążyć wykonać wszystkie zadania ze swojej to-do list.

Zazwyczaj słyszymy tylko muzykę płynącą z naszych słuchawek. Wspaniale dobrana playlista towarzyszy nam od przekroczenia progu domu, aż do samego celu, szczelnie wypełniając każdą sekundę utworami, które lubimy najbardziej. Interesujący podcast zabiera całą naszą uwagę na trasie pokonywanej samochodem lub komunikacją miejską. Wsłuchujemy się dokładnie w to, co chcemy słyszeć.

Mam propozycję – zwolnij od czasu do czasu. I to nie tylko dlatego, że włożyłeś niewłaściwe buty na kilkukilometrowy spacer, a Twoje stopy coraz bardziej domagają się odpoczynku. Stawiaj minimalnie mniejsze kroki, żeby zacząć dostrzegać szczegóły. Obserwować. Doświadczać otoczenia tu i teraz.

Nagle zwykły spacer albo jazda tramwajem będzie trochę badaniem społecznym, trochę treningiem empatii, a trochę też ćwiczeniem wyobraźni. Zaproponuje nowe rozwiązania i spojrzenie na obecną sytuację.

Wydaje mi się, że świat jest taki, jak go widzimy, słyszymy, czujemy.

Mój jest niezwykle ciekawy.

Jaki jest Twój?