Rok w zdjęciach – podsumowanie project 365

Rok w zdjęciach – podsumowanie project 365

Podsumowując krótko: tak jakby nie wyszło.

Podsumowując trochę dłużej: to skomplikowane, przecież wyniosłam z tego coś więcej niż tylko album ze wspomnieniami.

365 - zwierzęta

O czym mowa?

W zeszłym roku dość spontanicznie (i niespodziewanie z punktu widzenia moich znajomych) wymyśliłam sobie miniprojekt na instagramie, polegający na publikowaniu jednego zdjęcia dziennie przez 365 dni. Bez wyjaśniania komukolwiek o co właściwie mi chodzi, bez uprzedniego przygotowania, bez ogłaszania wszem i wobec, że oto zaczęłam się uzewnętrzniać w internecie.

Również bez jasnego określania reguł, którymi się kierowałam.

Po prostu założyłam konto i podzieliłam się pierwszym zdjęciem. A potem kolejnym. I kolejnym.

(Jeśli jeszcze nie miałeś okazji tam zajrzeć – to tutaj. Jest sporo kawy, pianina, dobrego wegetariańskiego jedzenia i ładnych miast.)

365 - książki

Przecież to banalne…

Jakby nie patrzeć, dokumentowanie życia nie jest niczym nowym. Poszczególne osoby różni tylko forma, ale też ta wybrana przeze mnie nie była z pewnością rewolucyjna. Chociaż nie obserwuję kont podobnych do mojego, mogę ze spokojem zaręczyć, że takowe gdzieś tam są i nawet są ciekawsze, ładniejsze, bardziej popularne.

Cała idea opiera się na prostym schemacie, jakim jest robienie jednego zdjęcia dziennie i wrzucanie go na swoje konto – tylko tyle i aż tyle. Pozornie żaden wysiłek, całą czynność można zamknąć w 5 minutach. Zakładając jeszcze, że nie zacznie się obserwować tych wszystkich interesujących ludzi, których znajdziemy na różnych social media (tak jak ja robiłam przez zdecydowaną większość mojej obecności na instagramie), czas spędzany z nosem w telefonie prawie się nie wydłuży.

W końcu czym jest zrobienie 365 zdjęć, kiedy z tygodniowych wakacji wracamy z 2000 na lustrzance i 1000 na telefonie?

365 - jedzenie

Skoro to nic nowego – dlaczego w ogóle zaczynać?

W ciągu 365 dni bardzo dużo się dzieje. W ciągu 365 dni bardzo dużo zapominamy.

Nie sposób pamiętać o każdym wypadzie do knajpy z grupą przyjaciół, weekendowym wyjeździe nad jezioro, spróbowanej nowej potrawie, odwiedzonym mieście. Chcemy tego czy nie, będąc niezwykle-zabieganymi-oraz-poważnymi-ludźmi usuwamy ze swojego umysłu mniejsze i większe wydarzenia, które miały miejsce w ostatnim czasie. Dlatego warto zatrzymywać chwile na fotografiach.

Dopiero przeglądając zawartość swojego konta przypomniałam sobie, że jeszcze w styczniu byłam na finale konkursu, do którego podeszłam dla śmiechu i sprawdzenia siebie (pierwszy etap odbywał się przez internet); jak gorący był sierpień w Londynie, który jest jednym z moich ulubionych miast i jak urodziwa okazała się być belgijska Brugia; jak piłam najdroższą kawę w swoim życiu pod Tate Modern, jadłam najlepszego burgera w Krowarzywa i najsmaczniejszy sernik w La Ruinie. Nauczyłam się robić bezę, a ponieważ jestem antytalentem w kuchni uważam to za pewnego rodzaju osiągnięcie.Prawdopodobnie pobiłam osobisty rekord ilości koncertów, wypitych kaw, przejechanych kilometrów. Dostałam pierwszą pracę. A potem drugą i trzecią. Zaczęłam świetne i bardzo zaskakujące znajomości, zakończyłam te niezbyt korzystne. Spotkałam ludzi, których lubię i czytam, poznałam lepiej tych, którzy już od jakiegoś czasu są w moim życiu. Zaczęłam pisać i dzielić się tym z innymi.

To wszystko kryje się za instagramowymi kwadratami.

365 - kawa

Czasem jest trudniej

Niech podniesie rękę ten, kto wśród 365 dni nie miał ani jednego gorszego.

Nie oszukujmy się, czasem jest po prostu, tak najzwyczajniej w świecie, trudniej, niż byśmy tego chcieli. Plany są szumne, detale dopracowane, ale pojawia się człowiek, który zdaje się mieć postawione za punkt honoru postawione zepsucie Tobie popołudnia. Albo inaczej – ludzie, pogoda, czynniki losowe dopiszą, ale plan okaże się pełen błędów i niedopatrzeń. Lub nagle się rozchorujesz i utoniesz pod dumnie piętrzącą się stertą chusteczek higienicznych. Zgubisz klucze, dostaniesz mandat, prześpisz zaledwie 2 godziny przed ważnym wydarzeniem, w biegu zjesz tylko śniadanie.

I wtedy pojawia się dylemat – pokazywać ciemniejszą stronę codzienności, by zachować realizm i pozostać w stu procentach szczerym z odbiorcami, czy jednak nie zawracać im głowy osobistymi problemami i traktując ich czas jako priorytet, pozwolić sobie na drobne „oszustwa”?

Podczas trwania tego projektu uważałam, że jeśli ktoś poświęca mi te kilka sekund swojego życia, niech ma możliwość czerpania z tego czegoś dla siebie – motywacji, inspiracji, uśmiechu. Wylewanie swoich zmartwień do internetu ani mi nie pomoże w rozwiązaniu jakichś problemów, ani nie przyniesie korzyści tym, którzy na nie wpadną.

365 - londyn i brugia

Presja bycia coraz lepszym

Robienie postępów to świetna sprawa, tym bardziej, gdy dotyczą one naszych zainteresowań.

Pierwsze zdjęcie wyjdzie niczego sobie, drugie będzie ciekawsze, a trzecie – lepsze technicznie. A czwarte? W takiej sytuacji nie może być przecież lekko ruszone albo kiepsko wykadrowane. Po kilkunastu, kilkudziesięciu zdjęciach wymagasz od siebie coraz więcej i zajęcie zajmujące teoretycznie 5 minut potrafi się nieźle rozciągać w czasie.

Po wyjeździe do Londynu wróciłam z kartą pamięci zapełnioną różnymi ujęciami tego pięknego miasta, Kew Gardens, Stonehenge, mijanej po drodze Brugii. Opublikowałam kilka wspomnień z wakacji, a potem?

Potem przyszedł wrzesień.

Lustrzankę zastąpił ponownie telefon, podróże małe i duże – dom. Jak utrzymać narzucony wcześniej poziom? Poprzeczka była przecież wysoko…

To właśnie przez presję bycia coraz lepszym i nie robienia ani jednego kroku wstecz ten pozornie niewielki wysiłek zmienia się w kombinowanie, szukanie alternatyw, opóźnianie, spędzanie kilku ponadprogramowych minut na ulepszaniu wybranego kadru, by ostatecznie go porzucić i wybrać coś zupełnie innego.

Perfekcjonizm w czystej postaci.

365 - warszawa

Dlaczego nie wyszło?

Nie publikowałam codziennie – w podróży nie zawsze miałam internet, w domu nie zawsze miałam zdjęcia, w biegu nie zawsze miałam czas. Nie zdążyłam przed końcem terminu – kilka dni mi „wypadło”, starałam się je sukcesywnie nadrabiać, ale momentami nie było to łatwe. Nie zrealizowałam wszystkich swoich planów – nie podsumowałam projektu dzień lub dwa po zakończeniu.

Gdybym o tym nie wspominała, bardzo możliwe, że większość osób nie zwróciłaby na to uwagi. Mało kto ma tyle wolnego czasu, by sprawdzać datę poszczególnych zdjęć. Poza tym wątpię, aby mniej spostrzegawczy obserwatorzy zwrócili uwagę podczas trwania projektu na krótkie przerwy w publikowaniu – nie jestem przecież jedyną obserwowaną przez nich osobą.

W takim razie po co o tym wspominać?

Mogłabym przemilczeć swoje drobne niepowodzenie i udawać, że wszystko poszło dokładnie po mojej myśli. Wypisać wzniosłe wnioski, przypomnieć swoje ulubione ujęcia i zachęcać do brania ze mnie przykładu, bo to prosta droga do sukcesu. A potem ktoś faktycznie by spróbował i myślał, że coś jest nie tak, skoro tak prozaiczny plan działania może sprawiać jakiekolwiek trudności.

A przecież wszystko jest ok.

365 - poznań

Ola, ale ty masz ciekawe życie

Dziękuję, też je lubię.

Ja bym tak nie mógł, za mało robię.

Też tak myślałam. Mam sporo punktów na to-do list każdego dnia (ale raczej nie przypominają tych wypisanych przez Casey’ego Neistata), nie podróżuję każdego miesiąca na drugi koniec świata, nie jem codziennie w innej restauracji, nie zmieniam stylizacji co kilka godzin. Nie lubię być po tej drugiej stronie obiektywu ani robić sobie selfie.

Natomiast umiem wyszukiwać detale, którym warto poświęcić choć chwilę uwagi i udowodnić, że każde życie jest ciekawe, o ile tylko chcemy to dostrzec.

Szkoda, że nie potrafię robić zdjęć…

Przez 365 dni jesteś w stanie wiele się nauczyć. Co więcej, publikując regularnie swoje postępy łatwiej będzie Ci zauważyć postęp, jaki zrobisz w kolejnych miesiącach. W internecie znajdziesz łatwe do zrozumienia poradniki, absolutne podstawy i bardziej zaawansowane rady – możesz zacząć od bloga Natalii Sławek. Nie musisz być zawodowym fotografem, żeby cieszyć się z zatrzymywania pięknych chwil na zdjęciach.

Ja też nie jestem.

365 - kwiaty

Odczarujmy szarą codzienność

W naszym społeczeństwie utarło się narzekanie na taką zwykłą codzienność – nudne obowiązki, przytłaczająca ilość materiału do nauczenia do szkoły lub na studia, kolejne spotkania związane z pracą, spędzanie czasu w domu. Nie zgadzam się z tym.

Ta „szara codzienność”, której tak bardzo nie lubimy, stanowi zdecydowaną większość naszego życia, dlatego warto przekuć niechęć w zachwyt drobiazgami. Piękny zachód słońca, przyjemny spacer po ulicach miasta rodzinnego, pierwszy śnieg tej zimy. Estetyczna kompozycja kawy z pracą, herbaty ze śniadaniem, książki z ulicami w tle. Kot śpiący uroczo na niepościelonym łóżku, przykuwający wzrok napis na płycie chodnikowej, kobieta puszczająca bańki mydlane. Krople deszczu na szybie, rozkwitające kwiaty w ogrodzie, mural mijany w drodze do fryzjera.

To wszystko tu jest. Trzeba się tylko rozejrzeć, zatrzymać, zachwycić.

365 - pianino

W takim razie jaki był ten rok?

Ciekawy. Trudny. Zaskakujący. Pełen nowości.

Nauczyłam się malować wzorki na kawie za pomocą mleka. Eksperymentowałam z wegańskim jedzeniem. Zostałam potencjalnym dawcą szpiku i komórek macierzystych. Po raz pierwszy występowałam w roli akompaniatora. Po raz pierwszy brałam udział w debacie. Wygrałam jakieś konkursy. Przegrałam jakieś konkursy. Grałam na pianinie, kiedy słuchało zdecydowanie więcej osób niż mój nauczyciel, rodzice i siostra.

Dałam się namówić na założenie bloga i publikowanie swoich tekstów.

Robiłam mnóstwo zdjęć i dzieliłam się nimi ze światem.

To było dobre 365 dni.

  • Laura Maliszewska

    Wspaniały projekt, przepiękne zdjęcia. Ja również wymyślałam sobie podobne projekty – codziennie zdjęcie z kimś, z kim akurat spędzam czas (powtarzam co 4 lata w rok przestępny od 2012 roku), lub 100 Days of Happiness na instagramie. Twój pomysł jest dla mnie bardzo kuszący i tak jak przy każdym z moich projektów, tak i przy tym miałabym te wątpliwości, które tu poruszyłaś. Najbardziej mnie przeraża to, że moje zdjęcia nie są dobre (ale już nie miałabym wymówki, żeby w końcu móc zacząć nad tym pracować) oraz to, że niektórzy mogą mieć mnie dość na instgramie, jak codziennie coś bym wrzucała. Czy masz jeszcze jakąś tajemną wiedzę, którą mogłabyś się podzielić, jak te lęki ujarzmić? Bardzo Ci dziękuję za ten wpis.

    • Tajemna wiedza jest w gruncie rzeczy bardzo prosta.
      Moje pierwsze zdjęcia też były nie najlepsze. Potrzebowałam czasu, by w pełni poznać możliwości mojego telefonu i nadal potrzebuję tego czasu, by sprawniej posługiwać się lustrzanką. Ćwicząc codziennie, szukając jednego ciekawego ujęcia, poświęcając na to minimum czasu, po roku z pewnością zobaczysz postęp. Satysfakcja gwarantowana 😀
      Natomiast jeśli chodzi o osoby, którym przeszkadza codzienna publikacja… cóż, oni odchodzą. Dają unfollow i już nie mają Cię dosyć. I to jest super, bo jeśli wartość, którą staram się nieść, nie synchronizuje z czyimiś oczekiwaniami, to cieszę się, że poświęcają swój czas i uwagę na osoby spełniające te oczekiwania. A na ich miejsce przychodzą inni, żywo zainteresowani moim pomysłem, przesłaniem, stylistyką.