Szczęście nie przyjdzie jutro

Szczęście nie przyjdzie jutro

Mamy różne światopoglądy, kierujemy się różnymi wartościami, a jednak – wszyscy go w życiu szukamy.

Szczęście.

Nie ma go za drzwiami pokoju, nie ma go pod łóżkiem, nie ma nawet kuchni, zatem może warto sprawdzić w kalendarzu wiszącym na tablicy korkowej? Jest w nim taki jeden dzień, w którym pokładamy niemalże wszystkie swoje nadzieje, na który przekładamy zadania do zrobienia z dzisiaj i w którym upatrujemy rozwiązania aktualnych problemów, oczywiście bez naszego większego zaangażowania.

Jutro.

szczęście nie przyjdzie jutro

Plan na przyszłość

Doskonały, dopracowany plan, w którym celem ostatecznym jest szczęście. W pakiecie z dumą, że nie jest to równie banalne, co zdobycie sześciocyfrowej sumy na koncie bankowym czy ogólnoświatowej sławy. Nie, jesteś ponad te proste zachcianki, marzysz o prawdziwym szczęściu.

Plan zaczyna się klarować w Twojej głowie dosyć szybko, gdy jeszcze chodzisz do szkoły. Chcesz się dostać na wymarzony kierunek na świetnym uniwersytecie, prowadzić bogate życie towarzyskie, osiągać sukcesy. Później dostać dobrze płatną pracę w zawodzie, spotkać miłość swojego życia, założyć wzorcową rodzinę. Zamieszkać w piętrowym domku na przedmieściach dużego miasta, z ogrodem wychodzącym na zachód, gdzie wieczorami będziesz czytać na hamaku książki i jeść romantyczne kolacje z drugą połówką. Widzisz to wszystko wyraźnie oczami wyobraźni. Wtedy będziesz szczęśliwy.

Kilka lat mija.

Okazuje się, że połączenie świetnych wyników w nauce z bogatym życiem towarzyskim przypomina bardziej spacer ninja po pomieszczeniu z laserowymi czujnikami niż spokojny niedzielny spacer po brzegu rzeki. Nadal marzysz o tym jednym, jedynym kierunku, o pracy odpowiadającej wykształceniu, udanym związku i domu, w którym będzie kot i pies. Wtedy będziesz szczęśliwy.

Matura poszła trochę gorzej, niż miała

A co za tym idzie, dostanie się na oblegany przez rówieśników kierunek jest nie lada wyzwaniem. Starasz się być elastyczny – przecież wystarczy kierunek pokrewny, po pierwszym roku możesz spróbować przeskoczyć na docelowy, a ostatecznie, to po tym też znajdziesz ciekawą pracę. Wakacje spędzasz ze znajomymi, bawiąc się lepiej niż kiedykolwiek do tej pory i myślisz, że jeśli tak będą wyglądać najbliższe lata, będziesz szczęśliwy.

Doba ma tylko 24 godziny

Studiujesz, starasz się uczyć na bieżąco, nie potrafisz tego połączyć z regularnymi spotkaniami z paczką przyjaciół. Albo odwrotnie – dbasz o kontakt ze znajomymi, ale stresujesz się sesją trzy razy bardziej niż systematycznie pracujący kolega z roku. Chcesz trochę dorobić na mieszkanie w innym mieście, żeby pomóc trochę rodzicom. Starasz się od czasu do czasu odwiedzić siłownię, żeby utrzymać formę. Po zsumowaniu wszystkich zajęć i racjonalnego czasu snu wychodzi trochę więcej niż 24 godziny.  Jeszcze jakiś czas temu zupełnie inaczej wyobrażałeś sobie studia. Trochę się irytujesz, trochę nie tak miało być, ale wizja pracy idealnej, rodziny, wspólnych podróży pozostaje. Wtedy będziesz szczęśliwy.

Gap year

Nie było innej opcji. Wytrzymanie na tym kierunku okazało się zbyt trudne. Zmieniły się priorytety. Zmieniła się trochę wizja. Rok przerwy na przemyślenie wszystkiego to najlepszy pomysł, jaki wpadł Ci do głowy i mimo początkowej niechęci rodziców, ostatecznie wspierają Cię w wyborze, wiedząc, że gdy już dostaniesz się na ten właściwy kierunek, na właściwy uniwersytet – będziesz szczęśliwy.

Plan B

Zupełnie nowa, rewolucyjna wizja na siebie. Zupełnie nowy, zaskakujący na każdym rogu uniwersytet. Zupełnie nowi, przesympatyczni znajomi. Jesteś elastyczny, dostosowujesz się do aktualnej sytuacji, uczysz się więcej niż poprzednio. Zależy Ci. Niestety nie dajesz rady tego połączyć z aktywnością fizyczną, jak w liceum, dlatego po kilku miesiącach odkrywasz na wadze kilka bonusowych kilogramów. Ok, jak schudniesz i utrzymasz linię do końca studiów, to będziesz szczęśliwy.

Udaje się obronić tytuł magistra

Pisanie pracy dyplomowej szło opornie, to fakt, ale masz to już za sobą. Teraz trzeba świętować i, powoli, szukać *tej* pracy. Pierwszej poważnej pracy, dobrze płatnej, w znanej firmie, z przyjemnymi warunkami. Skoro masz wykształcenie wyższe w tak potrzebnej dziedzinie, to nie widzisz możliwości porażki. Oni po prostu muszą Cię przyjąć! A jak już się ustabilizujesz finansowo, zaczniesz spełniać wszystkie swoje ambitne marzenia i będziesz szczęśliwy.

Zaskoczenie na rynku pracy

Jednak zdobycie pracy odbiega od Twoich wyobrażeń. Trafiasz do miejsca, w którym nie czujesz się tak, jak byś chciał, ale przynajmniej zaczynasz zarabiać. Nie jest to do końca to, co studiowałeś przez 5 lat i szybko dorabiasz jakieś kursy. Po kilku miesiącach w głowie rodzi się pomysł założenia własnej firmy i wyrwania się z korporacyjnej rzeczywistości. Stwierdzasz, że przechodząc „na swoje”, staniesz się naprawdę szczęśliwym człowiekiem…

To nie jest moja historia. To nie jest też historia kogoś, kogo znam. To zbitek zdarzeń które często się pojawiają w naszych życiach, a przede wszystkim – zobrazowany tok myślenia o szczęściu, w którym jeden aspekt wyłania się na pierwszym planie.

szczęście nie przyjdzie jutro

Zawsze czas przyszły

„Jak schudnę 10 kilo, będę szczęśliwa” – ile dziewczyn już tak powiedziało? „Jak się przeprowadzę do Warszawy, będę szczęśliwy” – ilu chłopaków w to wierzyło? „Jak to zdam, jak dostanę pracę, jak wyjadę za granicę, jak się uniezależnię finansowo, jak poznam miłość swojego życia.” Zawsze w czasie przyszłym.

Widzimy szczęście jako odległy punkt w przyszłości, do którego dotrzemy po pokonaniu niejednokrotnie trudnej drogi, wymagającej wielu poświęceń i wysiłku. Potem jednak rzeczywistość jak na złość odbiega od naszej wyidealizowanej wizji i konieczne jest wprowadzenie poprawek. „Ok, nie wyszło z przeprowadzką na Malediwy, ale będę szczęśliwa, jak uda mi się wyjechać na stałe do Francji.” I znowu odkładasz pieniądze, dbasz o formalności, uczysz się języka. I znowu jakiś kryzys zmusza Cię do przełożenia tego punktu nazywanego szczęściem na inne miejsce na linii horyzontu. Równie daleko, tylko że poza aktualnym kursem.

Szczęście jest wspaniałym celem, wizją siebie w przyszłości. Szczęście jest jeszcze wspanialsze jako codzienność.

W momencie, kiedy warunkujesz swoje szczęście od rzeczy, które dopiero MAJĄ się wydarzyć w planie A, musisz je odrobinę edytować, gdy do gry wchodzi plan B. Wtedy pojawia się kolejne niepowodzenie i plan C. Kolejna zmiana kursu, kolejna porażka, plan D. Przy planie M zaczynasz odczuwać poważne zmęczenie i trochę wątpisz, czy droga, którą podążasz, gdziekolwiek się kończy. Po latach, realizując plan X, czujesz rozczarowanie, żal, niemoc.

Jesteś niemalże pewny, że szczęście nie przyjdzie jutro. Ani za tydzień. Ani za miesiąc, ani za rok, ani za dekadę.

Natomiast stawiając sobie za cel bycie szczęśliwym TERAZ sprawia, że droga, jakkolwiek wymagająca by nie była, staje się przyjemna. Możesz się cieszyć, bo w prognozie pogody zapowiadali deszcz, a poranek zaskoczył Cię bezchmurnym niebem; jakaś kobieta mijana na chodniku uśmiechnęła się do Ciebie serdecznie, zupełnie bez powodu; mężczyzna w kawiarni powiedział, że portret, który bazgrolisz w notatniku podczas picia kawy, jest po prostu świetny. Możesz kolekcjonować takie drobnostki i pod koniec dnia stwierdzić, że to były dobrze spędzone 24 godziny.

Możesz też pamiętać o tym wszystkim, co już udało Ci się osiągnąć.

Mając całe mnóstwo różnych spraw na głowie, najzwyczajniej w świecie zapominamy o swoich osiągnięciach. Koncentrując się na jednym projekcie (i mówiąc, że jak on się uda, to już na pewno będzie szczęście), zapominamy, że zaledwie rok temu udało się zorganizować wakacje we Włoszech, chociaż początkowo ani budżet nie wystarczał, ani termin nie pasował całej grupie przyjaciół. Przyzwyczajając się do wstawania na 8 i wracania do domu po 16, umyka fakt, że od kilku miesięcy nowe mieszkanie jest pięknie wyremontowane. Własnoręcznie wyremontowane.

Warto od czasu do czasu zrobić taki przegląd własnych doświadczeń i przekonać się, że to jest naprawdę dobre życie.

Niektóre dni będą trudniejsze.

Szef niesłusznie się na Ciebie uniesie, przyjaciel nie zrozumie do końca problemu, sprzedawca zirytuje Twoją prośbą. Coś pójdzie nie tak, jak miało, coś będzie wymagało gruntownych poprawek w planie na przyszłość, coś wybije Cię z wcześniej obranego kursu. Pojawi się chęć odłożenie wszystkiego – w tym szczęścia – na jutro. „Przeczekam to. Wszystko samo się ułoży.” Cóż, samo nic się nie dzieje.

Łatwo mówić, gdy jest dobrze. Trudniej realizować, gdy wszyscy rzucają kłody pod nogi. Najwygodniejszym rozwiązaniem jest powrót do starych, „sprawdzonych” schematów; pójście po linii najmniejszego oporu. Najskuteczniejszym z kolei jest czerpanie maksymalnej radości z drogi do obranego celu, mimo niepowodzeń, mimo przeszkód, mimo chwilowej niechęci do działania.

Na szczęście „dzisiaj” też trzeba trochę zapracować.

Najważniejsze jest jednak to, by pamiętać, że ono nie przyjdzie do nas samo, jutro lub za tydzień.