Tacy różni, tacy podobni

Tacy różni, tacy podobni

Jest wiele kwestii, które nas różnią. Począwszy od poglądów politycznych i religijnych, przez opinie na temat różnych wydarzeń, a skończywszy na nazewnictwie niektórych produktów spożywczych i rzeczy codziennego użytku. Bardzo często jest tak, że nie potrafimy ze sobą kulturalnie porozmawiać, bo nie dostrzegamy wspólnych mianowników łączących nas wszystkich.

Jednak są takie chwile, gdy nie widzimy przeszkód w pomocy drugiemu człowiekowi, uprzejmej wymianie zdań czy też nawiązaniu niespodziewanej znajomości.

tacy różni, tacy podobni

Jak dobrze wiadomo, w pociągu najłatwiej rozpocząć rozmowę z nieznajomymi współpasażerami od skrytykowania notorycznego spóźnialstwa PKP spowodowanego nagłym pojawieniem się zimy w zimie, co oczywiście wszystkich niezmiernie zaskoczyło. I tym razem nie zabrakło powodu do uszczypliwych komentarzy i rzucanych pod nosem żartów. Wyjazd ze stacji początkowej godzinę po czasie rzeczywiście mógł nieco zirytować podróżnych.

Nowe znajomości zaczynają się pojawiać w momencie, gdy spóźnienie zaczyna przekraczać 160 minut, a pociąg stoi w szczerym polu. A lokomotywa jest zepsuta. A prąd został wyłączony, przez co jest niezwykle ciemno i stopniowo coraz zimniej. Wtedy okazuje się, że „dres” siedzący naprzeciwko tak naprawdę ma na imię Miłosz i zajmuje się muzyką, a kobieta spod okna dużo podróżuje.

Na korytarzu słychać rozbawioną starszą panią, która przez telefon opowiada komuś bliskiemu, że utknęła przed Łowiczem, ale ze spokojem, to tylko awaria taboru. Nie ma się czym przejmować, za półtorej godziny przyjedzie lokomotywa zastępcza. Konduktor chodzi od drzwi do drzwi kolejnych przedziałów i informuje, że naprawa zajmie jednak nie mniej, niż 4 godziny, ale na torze obok zatrzyma się inny pociąg. Oczywiście spóźniony. Zawiezie wszystkich do Łowicza, a potem jedźcie państwo, gdzie chcecie.

Przechodzenie z jednego pociągu do drugiego nie wygląda jak na filmach. Dodatkowym utrudnieniem są niejednokrotnie ciężkie walizki i torby. Natomiast, co jest piękne, wszyscy bez wyjątku sobie pomagają – przenoszą bagaże, wciągają do wagonu, przepuszczają, szukają, uspokajają. I chociaż jest ciasno, i chociaż za 4 kilometry rozpocznie się dalsze oczekiwanie, wszyscy radośnie rozmawiają. Jeden pan szuka narzeczonej, drugi śmieje się, że do domu trafi następnego dnia rano, ktoś zaczyna śpiewać „Wsiąść do pociągu byle jakiego…”.

Łowicz Główny chyba nigdy nie widział tylu pasażerów na raz. Prawie 700 osób wypełniło dworzec, by później rozejść się w kierunku Biedronki, budki z kebabem i pobliskiego pubu, w którym królowało piwo i disco polo. Pojawiały się porozumiewawcze uśmiechy, zabawne komentarze, rozmowy. Pytania o samopoczucie. Opowieści o życiu codziennym i niesamowitych przygodach.

Trzeci pociąg też się spóźnił, ale nikomu to już nie robiło różnicy. Ważne, że działa i jest w nim ciepło.

tacy różni, tacy podobni

Tacy różni, tacy podobni

Kobieta, która dużo podróżuje po świecie. Opowiadała o swoich przygodach w drodze z Chorwacji do Wenecji, strasznych opóźnieniach na Ukrainie i traktowaniu turystów na Bałkanach.

Studentka o niesamowitym poczuciu humoru. Wspominała o książce, którą zdążyła przeczytać zanim wyłączyli nam prąd i zrobiło się niesamowicie ciemno oraz analizie, której nie zdąży skończyć na następny dzień.

Zagubiona Ukrainka, na którą ktoś czekał.

Młody mężczyzna, który nie mógł znaleźć swojej narzeczonej. Zginęła gdzieś w tłumie ludzi podczas przechodzenia między pociągami. Właśnie przyleciała z Kalifornii i to był jej pierwszy dzień w Polsce.

Dwudziestolatkowie w dresach, którzy tworzą muzykę. Może i nie trafią do radia, ale jedno jest pewne – wyrażają to, co czują w głębi serca.

Starsza pani, przez większość społeczeństwa zapewne nazywana ‚moherem’, której radosny ton głosu rozluźniał atmosferę oraz sprawiał, że nawet niepokojące wiadomości brzmiały bardzo pozytywnie.

Para świeżo upieczonych inżynierów z różnych zakątków Polski, mieszkających aktualnie pod Poznaniem. Poznali się na wymianie studenckiej w Niemczech. W ostatniej chwili wybrali wcześniejszy pociąg, by zdążyć przygotować się na następny tydzień. Nie wyszło.


Nigdy nie przypuszczałam, że spędzę niedzielny wieczór w łowickim pubie. W ogóle – że będę miała okazję podziwiać stację Łowicz Główny z innej perspektywy, niż przez okno pociągu, którego trasa przecina to miasto.

Nie spodziewałam się też, że trudności w powrocie do domu pokażą mi, że warto wierzyć w siebie nawzajem. Jesteśmy podobni mimo różnic, po prostu trzeba nam o tym raz na jakiś czas przypomnieć.