To nie będzie najlepszy rok

To nie będzie najlepszy rok

Pierwszy miesiąc nowego roku powoli dobiega końca, co łatwo zaobserwować na siłowniach, w których na powrót znajduje się miejsce do ćwiczenia dla wszystkich obecnych, a po tłumach powtarzających pod nosem „nowy rok, nowy ja” nie ma najmniejszego śladu. Okazało się, że to nie 2016 był przyczyną śmierci wielu wybitnych jednostek, radykalna zmiana nawyków żywieniowych jest właściwie niewykonalna, a najbliższe tygodnie mogą być trudniejsze, niż zakładaliśmy w swoich dopieszczonych planach i harmonogramach.

Rozpęd, który nie tak dawno temu nabrałeś, zaczyna się kończyć, a jeśli wcześniej się dobrze nie przygotowałeś – zaczyna brakować Ci sił, by mknąć dalej. Przecież to miał być najlepszy rok! Zupełnie inny od poprzednich, rewolucyjny, pełen zmian, samorozwoju, zdrowych nawyków i przygód. Nawet jeśli nie możesz sobie zarzucić, że nie próbowałeś – bo owszem, karnet na siłownię jest, jadłospis od dietetyka jest, rozmówki hiszpańskie są, kierunek podróży też wybrany – to powoli zaczynasz czuć, że jednak to nie takie proste, jak wynikało z lektury różnych stron internetowych i z opinii youtuberów.

Miało być inaczej, a jest jak zwykle. Minął zaledwie miesiąc, a spadek motywacji jest tak drastyczny, że nie wyobrażasz sobie ciągnięcia tego jeszcze przez 11 kolejnych.

najlepszy rok 1

Bardzo łatwo przychodzi nam wymyślanie górnolotnych postanowień noworocznych, stawianie sobie ambitnych celów na wcale nie tak odległą przyszłość i chwilowe wywracanie swojego życia do góry nogami. Bo wiesz, marne są szanse, że codzienne odwiedzanie siłowni potrwa dłużej niż miesiąc. Obowiązki same się nie wykonają, a i ciało nieprzyzwyczajone do takiego wysiłku fizycznego zwyczajnie odmówi posłuszeństwa.

O wiele trudniejsza  jest faktyczna realizacja tychże obietnic. Dieta? Do pierwszej imprezy urodzinowej, na której nie zabraknie przepysznych wypieków i komentarzy „przecież jeden raz Ci nie zaszkodzi”. Bieganie? Za zimno, za mokro, za wygodnie na sofie. Podróż po Europie? Szef nie da urlopu, budżet miesięczny się nie dopnie, brat jest akurat w potrzebie. Nowe, lepsze życie? Pewnie, z chęcią, ale od czego zacząć jego zmianę…?

Zarzekamy się, że to będzie najlepszy rok nie myśląc nawet, czego *naprawdę* potrzeba, by dokładnie taki był. Ani nie wyznaczając kolejnych stacji na drodze do celu. Rzucamy szumne obietnice, których nie jesteśmy w stanie zrealizować, bo rzeczywistość nas zaskakuje, chociaż przewidzenie jej nie było poza zasięgiem naszych możliwości. Podejmujemy pojedyncze próby, będące zaledwie pierwszym krokiem w maratonie, który chcemy przebiec.

To nie będzie najlepszy rok, jeśli tuż przed wybiciem północy w sylwestra oznajmiłeś znajomym, że w końcu się ustatkujesz, odejdziesz z pracy, w której się nie realizujesz i znajdziesz drugą połówkę. To nie będzie najlepszy rok, jeśli z roku na rok Twój zestaw postanowień brzmi dokładnie tak samo. Jeśli brak Ci motywacji do zmiany przy każdej innej okazji. Jeśli zawsze czekasz do pełnej godziny, do poniedziałku, do pierwszego.

najlepszy rok 2

Co w takim razie możesz zrobić?

Zaparz herbatę lub przygotuj kawę, usiądź, wycisz się. Myślenie i wewnętrzny dialog mają przyszłość, serio. Wyjrzyj przez okno i zastanów się nad tym, jakie są Twoje wady i zalety. Co możesz zmienić, a na co nie masz najmniejszego wpływu. Bez czego nie dasz sobie rady, a co tylko pozornie jest niezbędne. Jak bez stresu dopiąć dzień, tydzień, miesiąc. Wyznacz cele, podziel je na mniejsze kroki i znajdź poszczególne czynności, które musisz wykonać.

To proste. Załóżmy, że marzy Ci się wyjazd do… San Francisco.

Cel: wyjazd do San Francisco.

Kroki: kupno biletu lotniczego, załatwienie wizy, rezerwacja noclegu, wzięcie urlopu w odpowiednim czasie, krótka powtórka przydatnych zwrotów i wyrażeń po angielsku, stworzenie listy miejsc, które koniecznie trzeba odwiedzić w San Francisco.

Poszczególne czynności: wyszukanie połączenia z Twojego miasta lub z innego miejsca do San Francisco, zaoszczędzenie odpowiedniej sumy pieniędzy, zakup biletu, wyszukanie miejsca na nocleg, rezerwacja noclegu, uprzedzenie znajomych o swojej nieobecności przez jakiś czas, poproszenie rodziców o podlewanie Twojego kaktusa…

Czasem po prostu jest gorzej.

Mamy wzloty i upadki, wątpimy w to, czego byliśmy tak pewni jeszcze kilka tygodni temu i porzucamy postawione cele. Sfrustrowani wykrzykujemy, że to nie będzie najlepszy rok, bo już od samego początku się nie udaje.

Zapominamy, że życie nie zawsze stosuje się do rozpisanego przez nas planu działania i lubi od czasu do czasu zaskoczyć nas nagłym zwrotem akcji. Koncentrujemy się tylko i wyłącznie na celu, zamiast na drodze do niego, nie rozumiejąc, gdzie tak właściwie popełniamy błąd.

Wiesz co? To, że teraz przez chwilę jest źle, nie masz na nic sił, nie nadążasz nad wypełnianiem wszystkich obowiązków i najchętniej rzuciłbyś wszystkie wyzwania i cele gdzieś daleko w kąt pokoju, nie oznacza, że następne dni, tygodnie, miesiące są skazane na porażkę. Zastanów się, co zrobiłeś nie tak, jak trzeba, jakie są inne rozwiązania, napisz plan działania i biegnij dalej.

Jeszcze wygrasz ten wyścig.