Wszystkie stypendia, których nie otrzymałam

Wszystkie stypendia, których nie otrzymałam

…czyli jak brak wygranej potrafi wpłynąć na życie.

(Bo może bardziej, niż myślisz)

Połowa stycznia. Właśnie nie udało mi się dostać do finału programu stypendialnego United World Colleges. „Ale spokojnie, przecież nie ma tego złego, jest jeszcze British Alumni Society, jeszcze wyjadę za granicę do szkoły.”

Koniec lutego. W pośpiechu kończyłam kompletowanie wszystkich potrzebnych dokumentów, zdjęć i podpisów do aplikacji, a następnie 2-3 godziny przed końcem ostatecznego terminu stałam w niekończącej się kolejce na poczcie. Było ciemno, zimno, tłoczno, a ja coraz bardziej się denerwowałam, że moje zgłoszenie zostanie wysłane za późno. Zdążyłam.

Jakiś czas później na fanpage’u pojawiła się informacja, że do osób, które się zgłosiły, został wysłany mail z potwierdzeniem. Oczywiście moja skrzynka odbiorcza świeciła pustkami. Ostatecznie okazało się, że wysłany przeze mnie list gdzieś zaginął, jednak zdążyłam już ustalić z przemiłą panią odpowiedzialną za organizację całego przedsięwzięcia, że wyślę wszystko jeszcze raz mailem.

Zgłoszeń było całe mnóstwo i nic w tym dziwnego – kto by nie chciał otrzymać stypendium i ukończyć edukację szkolną w jednej z angielskich szkół prywatnych?

(Serio – szkoła przypominająca Hogwart, dookoła wspaniały brytyjski akcent, zaskakujące przedmioty, niezliczone zajęcia dodatkowe…)

Na początku marca podczas lekcji niespodziewanie przyszedł mail. Roztrzęsionym głosem powiedziałam przyjaciółce, która zgłaszała się razem ze mną, czy przypadkiem też go nie otrzymała. Obie zostałyśmy zaproszone na rozmowę w Warszawie. Zostałyśmy zapisane na dwa różne dni, ale to nie miało najmniejszego znaczenia – obie dostałyśmy szansę.

Połowa kwietnia. Pociąg, który się spóźnił. Zdenerwowanie mieszające się z ekscytacją, brak znajomości miasta, problem z trafieniem na miejsce. Trzydziestka młodych, mądrych, ambitnych ludzi. Wszyscy zdeterminowani, by pokazać swoją najlepszą stronę. Wszyscy zasługujący na wyjazd.

Miejsc było zaledwie 15.

Co zaskakujące, atmosfera była niezwykle przyjazna. Nie dało się dostrzec rywalizacji, która była przecież nieunikniona, natomiast każdy zestresowany tym wydarzeniem mógł liczyć na słowa wsparcia i otuchy. Wymienialiśmy się wrażeniami po rozmowie z dyrektorami szkół, opowiadaliśmy o swoich planach na przyszłość, dzieliliśmy się swoimi pasjami, zainteresowaniami, przygodami, obawami. Jedna z dziewczyn zadbała o to, by utworzyć czat na facebooku i móc później rozmawiać ze wszystkimi kandydatami.

stypendium 1

Jednak dzień po rozmowie nie otrzymałam telefonu, w przeciwieństwie do nowych znajomych, z którymi byłam w ciągłym kontakcie. Bardzo cieszyły mnie kolejne wiadomości o ich ofertach, jednak nadal liczyłam na to, że we wrześniu wyjadę do Anglii; na stypendium, które ułatwi mi późniejsze studiowanie za granicą. To miał być nowy początek.

Nie tym razem.

Inne próby

Stypendium dla ludzi z pasją, której przecież nigdy mi nie brakowało. Realizuję ją w każdej wolnej chwili. Dwa podejścia, dwie odmowy.

Kolejny konkurs mający na celu wspomaganie finansowe młodych ludzi i realizację ich zainteresowań. Kolejne niepowodzenie.

Już nawet nie jestem wstanie przypomnieć sobie nazw, zasad, nagród wszystkich programów, do których startowałam. Zgłaszam się zawsze, gdy dostrzegam cień szansy. Gdy nawet w ten cień wątpię, też się zgłaszam. Daję z siebie 100%, przygotowuję wszystko, co potrzeba, dopracowuję każdy najmniejszy szczegół. Nadal nie wygrałam nic, oprócz bezcennego doświadczenia.

Co dają porażki?

Nauczyłam się planować przygotowania tak, by zdążyć przed deadlinem (a gdy to się nie uda, to przynajmniej jak zdążyć ze wszystkim, gdy czas coraz bardziej nagli). Nauczyłam się walczyć o to, co ma dla mnie znaczenie i sięgać wyżej, niż otoczenie mówi, że potrafię. Poznałam niesamowitych ludzi świadomych swoich mocnych i słabych stron oraz potrafiących wykorzystać swoje atuty do osiągania celów. Poznałam inne punkty widzenia, zupełnie odmienne światopoglądy, pomysły na przyszłość, plany działania, ambicje, zainteresowania.

Brak wygranej przypomina, że jest jeszcze wiele do zrobienia – niezliczone tematy do zgłębienia, książki do przeczytania, pomysły do zrealizowania, ćwiczenia do wykonania, pytania, na które warto szukać odpowiedzi. Każde kolejne podejście jest jakby sprawdzeniem, ile więcej punktów powinno zostać odhaczone przed osiągnięciem sukcesu.

Wyciąganie pozytywnych lekcji zamiast negatywnych emocji z życiowych niepowodzeń nie należy do najłatwiejszych zadań, *ale* uważam to za jedną z najważniejszych umiejętności. Spokojna analiza tego, co poszło dobrze, a co nie, co można zrobić lepiej, a na co nie ma się żadnego wpływu pomaga zrozumieć własne błędy. A kiedy jest już zrozumienie, można działać cuda. Bo zobacz – jeśli rozumiem, że problemem było przygotowywanie wszystkiego na ostatnią chwilę, następnym razem będę wiedziała, że muszę zacząć wcześniej. A jeśli dostrzegę niepotrzebny chaos w swojej aplikacji, każdą następną przygotuję w sposób bardziej minimalistyczny.

Gdy znowu się nie uda, masz dwie opcje – poddać się albo walczyć dalej. Odpuścić, odpocząć, wrócić do tego co znane i bezpieczne albo po raz kolejny analizować, próbować, szukać nowych rozwiązań, stanąć twarzą w twarz z wyzwaniem.

Przestaniesz działać, będziesz trwać w swoim comfort zone i… tyle. Nie przestaniesz działać, nauczysz się nowych rzeczy, poznasz niesamowitych ludzi i nawet nie spostrzeżesz, jak staniesz się innym człowiekiem.

Wybieram walkę, pracę, nieprzerwane dążenie do celu.

A Ty?